O samotności mordercy

Stoi samotnie na skraju autostrady czekając aż któryś przejeżdżający kierowca zatrzyma samochód by go zabrać. Kierowca jeszcze tego nie wie ale on już tak: to będzie ostatnia podróż. Nie jego. Kierowcy. Zabija bo musi, bo nie potrafi inaczej. Kiedyś sprawiało mu to przyjemność, ale teraz ma już dość. Marzy by znalazł się ktoś, kto go powstrzyma. Ale ludzie są słabi, potrafią tylko błagać o darowanie życia. W końcu jednak trafia na kierowcę, który za bardzo chce żyć, by pozwolić się zabić. I John Ryder już wie, że to właśnie Jim Halsay będzie tym, który położy kres jego morderczym podróżom. Niestety, Jim choć okazał się wystarczająco silny by nie dać się zabić, jest stanowczo zbyt słaby, by powstrzymać Rydera. Wybór jednak został już dokonany, trzeba tylko zmusić chłopca, bo Jim Halsey to jednak raczej chłopiec niż mężczyzna, by dokonał przeznaczenia zmęczonego życiem mordercy. To jednak będzie wymagało jeszcze wielu ofiar…

Tak, wiem, to bardzo tendencyjne streszczenie jednego z moich ulubionych thrillerów. Ale ja jestem tendencyjna. Rutgera Hauera uwielbiam odkąd pamiętam, choć nie pamiętam już odkąd go pamiętam i w jakim filmie pierwszy raz go ujrzałam. Może to był Łowca androidów, może Zaklęta w sokoła a może właśnie Autostopowicz. Nie ważne, tak samo jak nie ważne czy Hauer gra akurat psychopatycznego mordercę, zbuntowanego robota, szlachetnego rycerza czy statecznego małżonka usiłującego obronić siebie i żonę przed psychopatycznym mordercą – zawsze będę darzyć sympatią bohatera, którego on zagra. No, może nie tak do końca. W tym ostatnim przypadku raczej przyglądałam się pojedynkowi statecznego męża i psychopatycznego mordercy, mordercę grał bowiem kolejny z moich ulubionych aktorów: Eric Roberts.

Wracając do Autostopowicza – oglądany po kilku latach przerwy nadal robi wrażenie. Nie ważne, że po drodze było kilka części Piły (zdaje się, że na trójce skończyłam), jeden Hostel, kilka części (w tym jedna trójwymiarowa) Oszukać przeznaczenie. Do żadnego z tych filmów bym nie wróciła, do Autostopowicza wrócę z pewnością nie raz. Po prostu, w przeciwieństwie do twórców ww. filmów Robert Harmon wiedział, że więcej można osiągnąć jeśli się to, co najobrzydliwsze, najstraszniejsze tylko zasugeruje. Wystarczy mi, kiedy widzę jak z samochodu na buty Jima kapie krew, żeby zrozumieć dlaczego chłopak spojrzawszy do wnętrza wozu zwymiotował. Ja naprawdę nie muszę widzieć tego, co on w tym samochodzie zobaczył. Tak samo jak nie muszę oglądać Nash rozrywanej przez ciężarówkę, do której jest przywiązana. Wyraz jej twarzy i naciągające się ręce w zupełności mi wystarczą. Może dlatego z seansu Piły I, II, III, Hostelu czy któregoś z kolei Oszukać przeznaczenie wychodziłam raczej znudzona, podczas gdy nigdy nie nudziłam się oglądając Autostopowicza.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O samotności mordercy

  1. lilit8 pisze:

    Po obejrzeniu „Autostopowicza” wiele lat temu odniosłam wrażenie, że amerykańskiej policji totalnie brak efektywności a sam Ryder jest swego rodzaju „supermanem”. Do tego filmu nie wracam, powodem jest także Rutger Hauer, którego gry aktorskiej nie darzę podziwem…

    • jukkasarasti pisze:

      Tak to już jest z aktorami charakterystycznymi – jedni wyłącznie z ich powodu film obejrzą, inni – z dokładnie tego samego powodu seans sobie darują. A Ryder dla mnie to jakby zło wcielone, coś w rodzaju szatana… zmęczonego już swoim zawodem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s