O niewypiekach świątecznych

Jak to się mówi o piciu – najpierw się pije z jakiejś okazji, potem się szuka okazji… a potem należałoby rozpatrzeć przystąpienie do klubu AA. Ja zasadniczo nie piję, ale mam podobnie ze słodkościami. Jak nie mam okazji do zrobienia jakiegoś słodycza to szukam tej okazji. I nie ważne, że ktoś nie chce świętować jakiejś rocznicy – ja chcę, Dzieci chcą, to ciasto będzie. Takie ciasto bez pieczenia czyli np. wegański shortbread słonecznikowy. By FiK oczywiście.

Ostatnio w ogóle nie chce mi się bawić w kuchni, więc wybieram tylko takie przepisy, których wykonanie nie wymaga zbyt wielkiego wysiłku. Dlatego nie widziałam powodu, by z okazji, której ktoś nie chce świętować jakoś szczególnie się wysilać w związku z czym wybrałam ten FiKowy shortbread. A robi się go tak:

Do robota kuchennego wrzuca się 100 g mąki słonecznikowej (wciąż jeszcze mam z wygranej w FiKowym konkursie), 100 g gorzkiego kakao (powinno być surowe, ale wciąż różnica cenowa robi na mnie wrażenie, więc tym razem nie kupiłam kakao superekstra ciemnego tylko po  prostu ciemne, żeby było choć trochę bardziej zbliżone w smaku do oryginału). No i włącza się tego robota i czeka aż zawartość zmieni się w małe grudki. Kiedy już się zmieni dodać należy szczyptę soli i 50 g oleju kokosowego extra dziewiczego. I znów włączyć mikser i czekać aż całość przybierze konsystencję ziemi do kwiatów. Na tyle lepkiej, żeby dała się uformować w placek. Mnie z bliżej nieokreślonych przyczyn ten placek nie chciał dać się ulepić, więc dodałam nieco płynnego miodu… Zaraz, zaraz właśnie sobie uświadomiłam, że skoro to miód ubiegłoroczny więc nijak nie powinien być płynny. Znaczyłoby to, że ktoś moją świekrę oszukał? Bo to od niej ten miód… Nieważne, jest jeszcze w domu to się go wykorzysta. Przynajmniej będę miała miód do wypieków, bo na ogół to mi szkoda prawdziwego, gdyż każdy w wysokiej temperaturze traci swoje zdrowotne właściwości. Ale ad rem: nie wykluczam, że „ciasto” wyszło mi zbyt sypkie gdyż chyba użyłam mniej niż w przepisie oleju kokosowego. Kończył mi się a nowego nie miałam. Jednak gdyby „ciasto” miało właściwą konsystencję to i tak bym dosłodziła, bo nawet dla mnie byłoby zbyt gorzkie. Dodałam więc tyle miodu, by uzyskać taki efekt, o jakim pisał FiK. Do takiej półsypkiej masy dodać jeszcze należy 2 łyżki słonecznika i wszystko to wymieszać, następnie włożyć do małego wyłożonego pergaminem prostokątnego tudzież kwadratowego naczynia, ugnieść i na parę godzin wstawić do lodówki. Po tych paru godzinach wyjąć i pokroić na prostokąty bądź kwadraty. Mnie wyszło 8 kwadratów, bo naczynie – w przeciwieństwie do FiKa – miałam prostokątne.

Małżonek swój kawałek zjadł ale stwierdził, że drugiego nie zechce. Szkoda, bo wygodniej było, żeby dla każdego było po dwa kawałki a tak to muszę się zastanawiać czy ten małżonkowy dzielić między Dzieci czy zjeść samodzielnie… No, chyba że znajdzie się ktoś, komu go będę mogła sprezentować. Ale nie wiem czy matka karmiąca może jeść takie ilości kakao. Zapytam to się dowiem.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s