O rozśmieszaniu Pana Boga IV

Tak sobie patrzyłam na ten nieogarnięty bałagan w mieszkaniu i myślałam sobie, że jak Dzieciątka pójdą w końcu do przedszkola to postaram się jakoś to ogarnąć, bo przynajmniej nikt mi się pod nogami nie będzie plątał. No i poszły sobie do przedszkola się adoptować. Pierwszego dnia niewiele zrobiłam, bo Dzieć Młodszy nie chciał mnie wypuścić. Drugiego dnia, czyli wczoraj już po godzinie z Dzieciem mogłam sobie pójść do dom. Wiele jednak nie zdziałałam, gdyż od rana miałam opuchnięta i obolałe łydki. Jak chcę wstać z łóżka to muszę jakieś 15 minut rozchodzić te nogi, żeby w ogóle móc chodzić. Więc chodzę sobie powolutku, w dodatku cokolwiek utykając na lewą nogę, bo w razie czego złego ona jest zawsze bardziej od prawej. I cóż z tego, że dziś tylko wpuściłam Dzieciątka do przedszkola i poszłam sobie, skoro tak zdążyłam tylko pójść na zakupy, wrócić i zrobić lody malinowe (przepis jutro)… i już trzeba było gnać odebrać Potomstwo. A potem uspokajać przez pół godziny Starszego Dziecia, któremu się czemuś do dom nie spieszyło. No i teraz to tylko jeszcze obiad Małżonkowi przyszykować… i może się zdrzemnąć, bo 6 godzin snu to dla mnie cokolwiek za mało. A bałagan, jak to bałagan – będzie się kumulował…

Teraz pozostaje mi tylko jakoś dożyć do poniedziałku i zobaczyć co na to neuro. Wprawdzie wszystkie znaki na nogach wskazują, że tym razem to problem z żyłami, ale do neuro rejestrowałam się już parę tygodni temu. Bo stopy mi od tamtego czasu drętwieją… ale one tak nie przeszkadzają w chodzeniu jak bolące i cokolwiek skurczające się podudzia.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „O rozśmieszaniu Pana Boga IV

  1. lilit8 pisze:

    Gdyby było bliżej chętnie wpadłabym do Ciebie i pomogła bałagan ogarnąć 🙂
    Ty to masz piekło z wszystkimi Twoimi doległościami 😦

    • jukkasarasti pisze:

      Dobre chęci doceniam 🙂 ale tak w sumie to i tak nie lubię, jak kto za mnie sprząta. Za dużo przy takiej okazji się nasłuchałam… To ja już wolę sama. Albo siedzieć w tym swoim bałaganie. Więc zupełnie wystarczy mi świadomość, że duchem mnie wspierasz 🙂
      Piekło??? Nie, ja tylko mam niski próg odporności na ból. I na zmęczenie. O ile w ogóle w moim przypadku o jakimś progu można mówić. Bywam na forum SM i jak czytam jak niektóre zasuwają i w pracy i w domu (a dom to więcej do roboty niż mieszkanie) to naprawdę aż mi głupio, że ja tak marudzę 😦

      • lilit8 pisze:

        Przy mnie byś się nie nasłuchała, zapewniam Cię o tym, ale rozumiem Twoją chęć ogarnięcia wszystkiego samodzielnie.

        Nie umniejszaj swoich problemów. Każda choroba ma swoje fazy. Każdy odbiera ból i inne dolegliwości inaczej. A do marudzenia Ci… ho ho daleko! 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Wiesz, ja wiem, że nie każdy tak musi jak parę „bliskich” mi osób… które nie proszone sprzątają a potem wprost lub na okrętkę dogadują. To potem budzi niechęć do przyjmowania jakiejkolwiek pomocy :-/

      • lilit8 pisze:

        I ja tego fenomenu wielokrotnie doświadczyłam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s