O placu Pigalle i Golubiu-Dobrzyniu

Najlepsze kasztany są na placu Pigalle. Tak przynajmniej twierdził najprzystojniejszy polski agent. Ja tam nie wiem, skąd pochodziły kasztany, z których zrobiona była mąka kasztanowa, której użyłam do naleśników na dzisiejsze śniadanie, ale też była dobra. A skoro już miałam dobrą mąkę kasztanową, która kosztuje całkiem niezłe pieniądze to wypadało sprawić, żeby dobre było to, co z niej zrobię. Do naleśników kasztanowych użyłam więc świeżych jaj prosto ze wsi (czyli od świekry, co oznacza że z hodowli ekologicznej) i miodu pitnego trójniak. Skoro FiK twierdzi, że naleśniki można robić praktycznie na wszystkim a sama wypróbowałam, że robione na winie wychodzą naprawdę dobre, postanowiłam wino zamienić na miód. Upierać się nie będę, że zupełnie wszystkie wina z wyjątkiem tych domowej produkcji są siarkowane, ale ja niesiarkowanego jeszcze nie spotkałam. Na miodach natomiast nigdzie nie jest wzmiankowana siarka. Nie będę porównywać smaku naleśników na miodzie ze smakiem naleśników na winie, bo te pierwsze były z mąki kasztanowej a te drugie z gryczanej, więc takie porównania byłyby co najmniej bez sensu. Jedna i drugie z pewnością smaczne były.

Naleśniki miodowo-kasztanowe robi się tak… jak normalne naleśniki. No, może trochę inaczej. Do miski wbija się 2 jaja i rozbija je rózgą, po czym dolewa się trochę miodu. Następnie przesiewa się jakieś 2-3 łyżki mąki i dalej rozbija się rózgą. Następnie znów dolewa się trochę miodu i dosypuje trochę mąki. Kiedy ciasto ma już odpowiednią konsystencję, wylewa się je na rozgrzaną (i ewentualnie natłuszczoną – to zależy jakiej kto używa) patelnię i smaży. Łącznie dałam ok 8 łyżek mąki (czyli wszytką, jaką miałam) i ok. 0,2 l miodu. Wyszły 5 małych naleśników. Podałam je z musem jabłkowo-bananowym bio z Rossmana.

Każdy, kto się tak mniej więcej interesuje kawą wie, że dobra kawa z alkoholem nie jest zła. Znamy więc kawę po irlandzku z whiskey, kawę po francusku z winiakiem, kawę po karaibsku z rumem i malibu czy kawę po włosku z włoskiem z wąsika baristki… albo z amaretto. Czasem by się chciało jednak coś po polsku, wszak u nas kawa od lat popularna, a alkohol od jeszcze dawniejszych czasów. Wprawdzie nie spotkałam się jeszcze z czymś takim jak kawa po polsku (chyba że mamy na myśli kawę zaparzaną po polsku zwaną dla zmyłki kawą po turecku) ale… Kiedyś dawno temu byłam w Golubiu-Dobrzyniu. Po zwiedzeniu ruin jakiejś twierdzy krzyżackiej by schronić się przed upałem weszliśmy z wówczasjeszczenieMałżonkiem do uroczej kawiarenki w piwnicy tych ruin. Patrzę czego mogę się napić a tam w karcie kawa po golubsku. No to się pytam pana za barem cóż to za kawa, a on na to, że z miodem. Konkretnie trójniakiem. Poprosiłam, żeby mi zrobić może z jakimś konkretniejszym – dwójniakiem czy półtorakiem, ale barista odradził. Skoro nie miałam pojęcia czego się mogę spodziewać, uznałam, że na początek niech będzie tak,jak sugeruje fachowiec. Spróbowałam więc i już wiedziałam, że kawa z bardziej intensywnym miodem już by się gryzła, gdy tymczasem kawa z trójniakiem tworzy naprawdę dobre połączenie. Dlatego też dziś alkoholizowałam się od samego rana. Miód do naleśników kupiłam w skromnej butelce 0,25 l więc tę resztkę, która mi została dodałam do śniadaniowej kawy.

Rzec więc mogę, że dziś miałam naprawdę dobre śniadanie. Nawet lepsze niż moje Dzieciątka. one bowiem kawy nie dostały. Nawet normalnej, zbożowej, bo mleko mi się skończyło.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O placu Pigalle i Golubiu-Dobrzyniu

  1. lilit8 pisze:

    Czytając Twoje wpisy o śniadaniach, coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jak biedne i niewyszukane są moje pierwsze posiłki…
    No bo jaaa… zazwyczaj wcinam rano kanapkę z ciemnego pieczywa z wędliną albo serem, popijając ją zwykłą herbatą.
    Kawę zaś konsumuję tylko z mlekiem (mój zaobrączkowany nazywa ten napój mlekiem z kawą) , pozbawiając moje podniebienie możności delektowania się czymś bardziej wyrafinowanym… 😉

    • jukkasarasti pisze:

      Ja uczę swoje Dzieci różnych smaków. A poza tym lubię się bawić w kuchni… tak jak niektóre kobiety lubią bawić się w nowe makijaże i fryzury, a jeszcze inne w codzienne odkurzanie miliona bibelotów stojących na półce. O męskich zabawach wspominać nie będę, ale taki np. FiK to też lubi w kuchni… a ja się uczę od niego 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s