O zakupach spożywczych

Bieżący tydzień w Lidlu to tydzień hiszpańsko-portugalski. Więc jak zobaczyłam w gazetce te wszystkie chorizo, prosciutto i inne wędliny o nieznanych mi nazwach i te sery z mleka krowiego, koziego, owczego dojrzewające miesiącami czy nawet latami… no po prostu nie dało się nie pójść. Więc poszłam. I podchodzę do lodówki z owymi cudami, biorę te cuda do ręki i czytam… a tam wszystko takie swojskie, polskie i europejskie: azotyny, azotany, sorbiniany, chlorki. Z zakupów wyszłam zadowolona – ileż forsy i zdrowia zaoszczędziłam. Owszem, gdybym się nie wybrała w ogóle do Lidla też bym zaoszczędziła zdrowie i pieniądze ale nie miałabym świadomości tego. A tak to w ramach nagrody za uważne czytanie etykiet kupiłam sobie ser podpuszczkowy z mleka koziego (nazwy nie pomnę, opakowanie zostało gdzieś wyrzucone), który składał się tylko z mleka, soli, bakterii i konserwantu: lizozymu z białka jaja. Czemuś lizozym bardziej  toleruję niż siarczany tudzież siarczyny, skoro z białka to jeszcze nawet naturalnie brzmi. Ser cudownie  się komponował z malinami. I na szczęście tylko ja w tym domu doceniłam to połączenie. Jeszcze Dzieć Młodszy zjadł trochę, Dzieć Starszy spróbowawszy sera koziego ograniczył się do nabijania kawałków sera i malin na wykałaczkę i karmienia tym mamy. Miło było.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „O zakupach spożywczych

  1. lilit8 pisze:

    Zachęcona przykładem Sarasti zacznę i ja oszczędać pieniądze i zdrowie 🙂
    Niestety, moja jedyna Dziecina jest zbyt duża, aby mnie karmiła. Ja natomiast zbyt młoda i ciągle samodzielna, aby być karmioną… 😉

    • jukkasarasti pisze:

      Taaa, to czytanie składów chemicznych z pewnością pozwala oszczędzać zdrowie, ale z pieniędzmi to już różnie bywa. Czasem to, co przyjemne dla zdrowia dla portfela jest już mniej przyjemne. Jednak wolę zrezygnować z prosciutto, bo drogie niż jeść tańsze z dodatkowymi atrakcjami.
      No, ale od dawna mówię mojemu Małżonkowi, że to, co on oszczędza na jedzeniu (oszczędzał nim zmienił stan cywilny) to mu się przyda później na leki. Ot, forsę przeznaczoną na jedzenie traktuję jako inwestycję… w zdrowie.

      • lilit8 pisze:

        Pisząc o oszczędzaniu pieniędzy miałam na myśli rezygnowanie z zakupu toksycznego, w dosłownym znaczeniu, jedzenia. A to minimalnie toksyczne, bo zupełnie trucizn pozbawionego dziś chyba kupić nie można, rzadko bywa o wiele droższe, przynajmniej u Skandynawów. Oszczędzając na gorszym, można zainwestować w lepsze i zdrowsze…

      • jukkasarasti pisze:

        Jak już wcześniej napisałam: różnie z tym bywa. Bo faktyczne jak we wspomnianym Lidlu przeglądam gotowe ciasta sygnowane marką exclusive czy jakoś tak, to każde jedno ma w składzie margarynę (czyt. tłuszcze trans), a ceny – stosownie do marki a nie do składu chemicznego. W składzie „prawdziwych toruńskich pierników” ani grama miodu, a jak byliśmy na jakiejś miejscowej imprezie to jako gratisy rozdawali dzieciakom pierniczki innej firmy i tam miód był. Tak więc czytać, czytać, czytać… i mądrze wybierać. I mieć nadzieję, że skład deklarowany odpowiada składowi faktycznemu 🙂 A najlepiej to mieć czas i samemu wszystko przyrządzać 😦

  2. Anzai pisze:

    Zajrzałem, i widzę, że nie tylko gusta mamy podobne. Sery uwielbiam pasjami, im bardziej spleśniałe i śmierdzące, tym lepsze. Książki też u mnie stoją pod scianą, przedzielone półkami, bo … regał nie wytrzymał. 😉
    Pozdrawiam

    • jukkasarasti pisze:

      Miło, że zajrzałeś 🙂 Chociaż mój AKIMSET czy jak mu tam, taki system wyłapywania spamu uznał widać inaczej, bo właśnie ze spamu ten komentarzy wydobyłam 🙂
      A z serów spleśniałych to musiałam zrezygnować – troska o wnętrzności mi to sugeruje. Ale wszelkie owcze, kozie itp. byleby w miarę możliwości bez fragmentów tablicy Mendelejewa – jak najbardziej mile widziane 🙂
      Również pozdrawiam

  3. Ania G. pisze:

    Też pałam miłością dozgonną do serów – wszelakich i z mleka krowiego, owczego i koziego. Twardych, dojrzewających i pleśniaków. I też się cieszę, że mój połówek koziego nie tknie, bo więcej jest dla mnie. Tylko dlaczego tak trudno dostać naprawdę dobry i nie nafaszerowany niczym ser? Pewnie popyt niewielki 😦

    • jukkasarasti pisze:

      Ceny. Dobry ser jest drogi, to lepiej kupić dużo tanio i się najeść niż mało a drogo i się delektować 😦 A przecież jak robię pizzę to wyrób seropodobny ciągnie się (chyba, pewna nie jestem) jak ser. A jeśli niesmaczny – od czego są sosy? 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s