O pierwszych śniadaniach VIII

Chyba całkiem sFiKsowałam, bo nie potrafię się oprzeć praktycznie żadnemu śniadaniu, proponowanemu przez FiKa. Ale to całkiem zdrowa FiKsacja, bo (śnia)dania z jego przepisów są nie tylko smaczne, ale i zdrowe. Więc znów korzystając z sezonu na różne dobre owoce zrobiłam placki twarogowe z jagodami. I tym razem – wyjątkowo  jak na mnie – do przepisu podeszłam literalnie. Już nie spieszyłam się rano tak, by darować sobie włączenie komputera. Włączyłam, otworzyłam net, raz jeszcze przeczytałam przepis i dopiero potem zabrałam się za robotę. Dzieci mogły sobie poczekać. Jak się później (chyba już nie pierwszy raz) przekonały: warto było. Choć, szczerze mówiąc, gdyby im nie smakowało, to ja z radością przyrządziłabym im coś innego, a sama zjadła wszystko, co usmażyłam.

Placki robiłam tak:

do miski od miksera dałam 3 białka i trochę soli, mikser włączyłam na najwyższe obroty i pozwoliłam białkom przekształcać się w pianę. Kiedy przezroczyste żółtawe gluty zmieniały barwę i konsystencję ja roztarłam kostkę twarogu (275 g) z 3 łyżkami ksylitolu (tak, FiK pisał, że jak komu jagody się nazbyt kwaśne wydają, może dosłodzić, więc dosłodziłam ksylitolem albowiem on podobno sprzyja remineralizacji zębów, a Młodzież ma cokolwiek odwapnione te zęby, no i podobno ksylitol zmniejsza łaknienie na cukier, co z kolei mnie by się przydało), następnie dodałam 3 żółtka i 3 łyżki mąki ryżowej. Kiedy to wszystko tworzyło już mniej więcej gładką masę piana z białek była już sztywna. Więc do masy serowo-jajeczno-mącznej delikatnie wmieszałam tę pianę i umyte oraz osuszone czarne jagody (tak mniej więcej szklanka ich była). Tę masę wykładałam delikatnie łyżką na rozgrzaną i natłuszczoną (masłem klarowanym) patelnię. Jak się toto podsmażyło tak, że dół się ściął, delikatnie odwracałam na drugą stronę i jak się już całkiem usmażyły, równie delikatnie ściągałam. Z uwagi na to, że ciasto jest naprawdę delikatne, placuszki powinny być w miarę jak najmniejsze, żeby się nie zwijały przy przewracaniu. Usmażone placki od razu nakładałam na talerzyk niecierpliwie przebierającego nóżkami Dziecia. I ani się obejrzałam, jak Dzieć jeden z drugim znów stał przy mnie i przebierał nóżkami, podstawiając mi pusty talerzyk pod nos. Skoro więc sama chciałam spróbować, to musiałam od razu, po zdjęciu z patelni. I kiedy jadałam taki świeżo usmażony placek, odnosiłam wrażenie, że jem jagody zawieszone w delikatnej mgiełce. Pewnie jakby placki miały możliwość chwilę odstać, to byłyby nieco bardziej konkretne… Niestety, nie miały tej możliwości. I pewnie dlatego tak łatwo wchodziły, że można by je jeść i jeść, i jeść… Niestety, jak mawiają starożytni (do których i ja powoli zaczynam się zaliczać), wszystko co dobre szybko się kończy.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O pierwszych śniadaniach VIII

  1. lilit8 pisze:

    Ślinka cieknie na samą myśl o „jagodach zawieszonych w delikatnej mgiełce”…
    Pozdrawiam i życzę miłego weekendu 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      No to zanim całkiem zaślinisz klawiaturę, na targ/do warzywniaka czy od razu do lasu, zaopatrz się w jagody, rób… i się zachwycaj 🙂
      Również miłego uikędu życzę 🙂

  2. anna pisze:

    Muszę takie wypróbować. Jutro zrobię na śniadanie. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s