O świętowaniu III

Dzieć starszy obchodzi dziś kolejną rocznicę urodzin. Wypadałoby więc jakiś tort zrobić. Rok temu był to wypasiony sernik na zimno z owocami z puszki, oczkami bitej śmietany i galaretkami w środku. Tylko że sernik był na spodzie z kupnych biszkoptów, a skoro porzuciłam pszenicę to i z kupnych biszkoptów zrezygnowałam. Poza tym w ubiegłym roku jeszcze parę razy robiłam ten sernik i cokolwiek mi się przejadł. Chociaż może gdyby cieplej było… No, ale nie jest. Więc trzeba było jakiś tort wymyślić, co jest o tyle trudne, że ja tortów robić zasadniczo nie umiem. No i z wyglądu to wyszło toto koszmarne, bo ja nawet niekoniecznie potrafię równo krem na biszkopcie rozsmarować. No, ale impreza kameralna, bez gości, a Dzieci przyzwyczajone, że to co mama upiecze to dobre. No więc brzydki tort robi się w sposób następujący: robi się biszkopt orzechowy, nasącza się sokiem z kokosa (wódeczka chyba lepiej by pasowała, i jak ładnie Dzieci by później spały…) i przekłada kremem mniej więcej takim jak do tiramisu. A po wierzchu posypuje surowym kakao.

Biszkopt orzechowy

Na patelni uprażyłam i zmieliłam w malakserze orzechy laskowe. Następnie takie zmielone znów podprażyłam. 100 g odważyłam do biszkoptu, pozostałe dałam do wczoraj opisanych ciastek owsianych.

Do miski od miksera wlałam 7 białek i ubijałam najpierw na wolnych obrotach, potem na coraz szybszych. Gdy białka się ubijały widelcem roztrzepałam w misce żółtka od tych białek, odmierzyłam 2/3 szkl. mąki orkiszowej typ 700, 1/3 szkl. skrobi z tapioki (jakoś nie zauważyłam, że wykończyłam już mąkę ziemniaczaną), 3/4 szkl. cukru dark muscovado i starłam na tarce 1/2 tabliczki gorzkiej czekolady. Mąki przesiałam do miski i wymieszałam z utartą czekoladą.

Kiedy białka były już ubite na sztywno, porcjami zaczęłam wsypywać cukier. Kiedy już wsypałam cały zajęłam się wykrawaniem kółka z papieru do pieczenia a piana z cukrem nadal się ubijała. Trwało to coś ok. 5 min. Po tym czasie (papier był już w tortownicy, boki oczywiście z tłuszczem kontaktu żadnego nie miały) zmniejszyłam obroty miksera do minimum i powoli zaczęłam wlewać roztrzepane żółtka. Następnie powoli zaczęłam wsypywać mąki z czekoladą a na końcu 100 g startych orzechów. I tu popełniłam błąd, bowiem po ubiciu białek z cukrem i żółtkami powinnam była wyłączyć mikser i mąki i orzechy stopniowo wsypywać i delikatnie mieszać ciasto drewnianą łyżką. Nie ważne, biszkopt i tak urósł ale nie tak pięknie jak ten na zdjęciu z przepisu źródłowego. Grunt, że dał się pokroić na 2 i że zakalca nie było. Jak na moje zdolności do pieczenia biszkoptów to i tak dużo… No, ale wróćmy do miejsca, gdzie przerwałam. Kiedy już wszystkie suche składniki zostały wmieszane w masę jajeczno-cukrową przelałam ciasto do tortownicy a tę włożyłam do piekarnika rozgrzanego do 170 st. C. Piekłam coś około 40 min. Właściwie to chyba więcej, bo jak po 40 min. sprawdzałam, to był zakalec. Po kolejnych kilku wykałaczka była już sucha. Od razu po wyjęciu biszkoptu zrzuciłam go na podłogę… z wysokości ok. 15 cm. Od dawna o tym czytałam, ale do niedawna piekłam w tortownicy o silikonowych bokach i szklanym spodzie, więc wolałam nie jeść ciasta ze szkłem. Po upuszczeniu natychmiast ciasto włożyłam do piekarnika i studziłam w otwartym.

Podczas gdy biszkopt sobie stygł zabrałam się za robienie masy. Do miski od miksera wrzuciłam 3 żółtka o temperaturze pokojowej i ucierałam je sobie na pulchną masę. Do takiej pulchnej masy dodałam 100 g mieszanki cukru i słodzików: cukru muscovado, ksylitolu i erytrolu. Proporcje dowolne, po prostu 2 pierwsze mi się kończyły, to uzupełniłam erytrolem. Kiedy już słodziki rozpuściły się prawie całkowicie zaczęłam po łyżce wrzucać serki mascarpone – łącznie 500 g.

Wystudzony biszkopt przekroiłam na 2 blaty, każdy blat nasączyłam sokiem z kokosa, posmarowałam masą i wrzuciłam do lodówki. Dziś koło południa wyjęłam z lodówki, posypałam surowym kakao i przełożyłam do zamykanego naczynia na ciasta i wyniosłam na balkon. Po co mi tort pachnący kiełbasą?

W sumie wyszedł lekki, mało słodki ale nie nijaki w smaku. Dość konkretny smak zawdzięczał zarówno orzechom jak dodatkowi cukru muscovado, o bardzo zdecydowanym smaku, bardziej wytrawnym niż słodkim. Z pewnością zdecydowanie lepiej smakował niż wyglądał. Jak praktycznie każdy mój wyrób kulinarny…

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O świętowaniu III

  1. Ania G. pisze:

    Bardzo fajnie i zabawnie opisujesz swoje perypetie kuchenne 🙂 Czytam i myślę, że u mnie przygotowywanie ciast zawsze się jakoś tak samo z siebie komplikuje 😉 Z tegoż powodu rzadko piekę i jem 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s