O niewiernych Tomaszach

Wciąż eksploruję blog FiKa i wciąż widzę tam mnóstwo przepisów do wypróbowania. Nie, żeby zachwycało mnie wszystko, ale dużo, dużo rzeczy jest tam smacznych (tak, już czytając przepis potrafię z 90% prawdopodobieństwem określić, czy dana potrawa mi zasmakuje) i w dodatku zdrowych. Ponieważ lato już prawie, prawie, naszło mnie na koktajl szpinakowo-bananowy. Zakupiłam więc z tej okazji 2 wiązki szpinaku, trochę bananów, parę pomarańczy… cytryny nie, bo staram się mieć zawsze, dzień zaczynam bowiem od łyżki oleju budwigowego popitej szklanką wody z sokiem cytrynowym. Dzieciaki usiłują się dobrać do kolejnego już banana, to ja twardo:

– Nie! To jest na koktajl.

No to Dzieciaki podniecone, że będą pić koktajl. I Dzieć Starszy tłumaczy Tacie, że z tej pomarańczy to będzie zielony koktajl. A Tata, jak to Tata – patrzy na Dziecia jak na wariata. Ale w końcu jak mama mówi, że koktajl będzie zielony i że pomarańcze są na koktajl, to znaczy, że będzie zielony koktajl z pomarańczy.I banana. Ale Dzieci najpierw się muszą wykąpać, więc Sarasti zarządza:

– Najpierw kąpiel, potem koktajl.

Dzieci poszły się kąpać, to sobie mogłam w spokoju wlać do blendera sok z cytryny, pomarańczy, wrzucić trochę liści szpinaku, na to połamanego banana (swoją drogą nie bardzo rozumiem dlaczego FiK pisze o krojeniu banana – toż to szkoda noża brudzić skoro banany się tak łatwo łamią na kawałki). Zamknąć, włączyć i miksować, miksować, miksować.

Dzieciaczki radośnie wyskoczyły całe golutkie z łazienki, bo chcą pić koktajl. Nalałam do takiej płaskiej filiżanki i dałam łyżeczkę, żeby sobie jadły tej koktajl. Dzieć Starszy na widok tego:

– Bleeee

No to podaję Dzieciowi Młodszemu, a Dzieć to samo:

– Bleeee

Wzięłam więc do ust łyżeczkę z koktajlem i zjadam. Dzieć Młodszy patrzy i wytrzeszcza patrzałki. No to podaję temu dzieciu łyżeczkę do ust. Próbuje nieufnie po czym radośnie przełyka i kiedy nakładam koktajlu na drugą łyżeczkę to paszczę ma już otwartą tak, że migdałki można policzyć. I tak po trzeciej łyżeczce Dzieć Starszy:

– Mata tesz.

I w ten oto sposób musiałam czekać aż Dzieciątka pójdą spać, żeby z resztek cytrusów, szpinaku i bananów zrobić SOBIE koktajl. Ponieważ z tej rodziny to wygląda na to, że ja jedna jestem błogosławiona – jeszcze nie spróbowałam, a już uwierzyłam… że to będzie dobre. No i może Małżonek też jest błogosławiony – nie spróbował i uwierzył… że jemu to nie będzie smakowało.

A tak swoją drogą, to ja się nie dziwię, że Dzieciaki początkowo źle zareagowały na widok koktajlu – blender ma tępe ostrza a kupowany po południu szpinak był już ździebko sflaczały, więc liski nie roztarły się tak ładnie jak u FiKa. Tak więc czas kupić sobie coś lepszego do robienia koktajli… może jakiś dobry mikser z dzbankiem do koktajli? Bo aktualnie posiadany, po latach uczciwej służby, w końcu odmówił współpracy.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „O niewiernych Tomaszach

  1. anna pisze:

    Dla mnie brzmi smakowicie, ale mój mąż, pewnie tak jak Twój, odmówi spróbowania nawet. 🙂 Idę dziś na targ, więc zaopatrzę się w produkty. 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Cóż – skoro Małżonek nie chce – tym lepiej (więcej) dla Ciebie 🙂

      • anna pisze:

        Zrobiłam koktajl, oczywiście nikt nie chciał spróbować. Ale mnie bardzo smakował, jeszcze będę mieć porcję na śniadanie. 🙂 I przymierzam się teraz do wypróbowania przepisu na koktajl z gruszkami i ze szpinakiem. Też może być pyszny. 🙂
        Podejrzałam też u FiKa przepis na chipsy z batatów. Moja córcia była zachwycona. Muszę dokupić jeszcze batatów, bo miałam tylko dwa, ale nawet sporo z nich wyszło. Chciałam trochę odłożyć do sałatki ze szpinakiem i małżami, ale wszystko pożarto. Naprawdę smaczne wyszły. Do jednej części dodałam chilli, a do drugiej zioła. Polecam. Świetna przegryzka. 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Ja te batatowe przepisy to na razie odnotowałam, że są. Trafię na bataty to kupię, niech Młodzież wie, jak frytki powinny smakować. To też w ramach: zanim trafi do restauracji pod złotymi łukami 🙂
        Widzę jednak, że moje Jaja mają do mnie ciut więcej zaufania 😉

  2. anna pisze:

    Moje Jajo niestety ma jakieś zaburzenia związane z jedzeniem. Niestety. Jestem umówiona do psychologa, bo jednak bez pomocy się nie obejdzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s