O skutkach ubocznych przeglądania blogów kulinarnych

Od jakiegoś już czasu z niesłabnącym zainteresowaniem śledzę blog FiKa. Nie zawsze efektem tego śledzenia jest robienie potraw według jego receptur, czasami po prostu patrząc na jakiś przepis nabieram ochoty na coś podobnego, ale coś, co już znam, jadłam i wiem, że jest dobre. W ten sposób patrząc na przepis na focaccię z kminkiem nabrałam ochoty na domowej roboty pizzę. Pizzę z gatunku tych, których przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. W każdym razie nie jednorazowo.

Do pizzy potrzebowałam:

1/5 paczki drożdży
łyżeczka cukru
3 łyżki oliwy
3/4 szklanki wody
2-3 szklanki mąki orkiszowej typ 700
pół łyżeczki soli

oraz dodatków ( w tym konkretnym przypadku był to keczup pudliszki łagodny – bo mi się sosu nie chciało robić), kabanosy drobiowe z Biedronki (takie bez glutenu, glutaminianu i konserwantów), ser mozarella, ser gouda, pomidorki.

Drożdże wrzuciłam do dużej miski, rozpuściłam w wodzie, dodałam cukier i kilka łyżek mąki. Miskę z zaczynem przykryłam i zostawiłam na 20 minut. Po tym czasie dodałam oliwę, sól i stopniowo dosypywałam mąkę aż powstało miękkie, elastyczne, ale nieklejące się ciasto. Następnie miskę przykryłam folią spożywczą i włożyłam do lodówki, po czym ubrałam się, ubrałam Dzieci, ubrałam Małżonka… a nie, on sam się ubrał i całą czwórką wyruszyliśmy do galerii na zakupy. Właściwie na zakupy to ja z Małżonkiem, Dzieci na salę zabaw. Po powrocie nastawiłam piekarnik wraz z blachą, na której miałam piec pizzę do temp. 250 st. C i zabrałam się za krojenie/tarcie składników na wierzch pizzy. Jak już wszystko było przygotowane ułożyłam na stole papier do pieczenia, wyjęłam z lodówki ciasto, zrobiłam z niego 4 kulki, które rozpłaszczyłam na rzeczonym papierze. Otrzymane w ten sposób placki posmarowałam keczupem, posypałam tartym serem i ułożyłam na nie pokrojone pomidorki, kabanosy i czosnek. Następnie wyjęłam z pieca gorącą blachę i delikatnie przeniosłam na nią papier z pizzami, włożyłam to szybko do piekarnika, zamknęłam piekarnik… i po 8 minutach miałam gotowe 4 małe pizze. Ponieważ takie 4 małe pizze to na 4 osoby trochę mało, więc w trakcie tych 7 minut zrobiłam sobie do tej pizzy sałatkę z rukoli, cykorii, łodygi selera naciowego, rzodkiewek i pestek słonecznika. Piszę sobie bo Małżonek warzywa to tak, ale już sałaty to niekoniecznie, Potomstwo takoż. Ale chociaż rzodkiewki wyjadało.

Tak ogólnie to przepis na tę pizzę stanowi, że ciasto należy włożyć do lodówki na 24 godziny, a co najmniej na 3, czyli przepis jest dobry, jak się ma mało czasu na robienie obiadu – wieczorem robię ciasto, szykuję dodatki, a – jeśli chodzę do pracy – po powrocie z pracy szybko przyrządzam pizze. Zajmie to nawet mniej czasu niż czekanie na zamówioną pizzę z pizzerii.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O skutkach ubocznych przeglądania blogów kulinarnych

  1. anna pisze:

    Mój małżonek sałaty do gęby nie weźmie.
    Ale tak patrzę i patrzę, bo napisałam Ci pod poprzednim postem ostatnio długi komentarz i nie ma go. Wcięło?

    • jukkasarasti pisze:

      Czyli dziwni jacyś ci mężczyźni. Ojciec to musiał zawału i później stanu przedzawałowego dostać, żeby w końcu zaczął jeść sałatę.
      A komentarz chyba rzeczywiście wcięło na dobre – nawet w spamie, gdzie nie raz znajdowałam Twoje i nie tylko komentarze, nie ma go 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s