O chlebie naszym niepowszednim

Zastanawiałam się nad rezygnacją z glutenu, jednak dopóki mi lekarz wyraźnie nie nakaże tej diety albo dopóki choroba nie sponiewiera mnie całkowicie, rewolucyjnych zmian w diecie wprowadzać nie będę. Słaba ze mnie istota i od jedzenia (zwłaszcza niezdrowych rzeczy) cokolwiek uzależniona. No, ale skoro nie ma rewolucji, może być ewolucja. Więc gluten – tak, ale pszenica – zdecydowanie NIE!

Niby orkisz to też pszenica, ale o ileż lepsza można się dowiedzieć na przykład tutaj. Więc jak tak sobie człowiek poczyta o walorach orkiszu i zupełnym nieprzypadkiem trafi na przepis, jak z takiego orkiszu zrobić chleb, w dodatku prosty w robocie bo nie na zakwasie tylko na drożdżach, to się zabiera i robi. A robi to tak:

Najpierw odmierza: 400 g mąki orkiszowej typ dowolny, może być mieszana (na wszelki wypadek doprecyzuję: mieszane mogą być typy, mąka cały czas i tylko i wyłącznie orkiszowa), 300 ml letniej wody, 1 łyżeczkę cukru (marki cukier, może być biały, może być brązowy, może być buraczany, może być trzcinowy, ale żaden inny), 1 łyżeczkę dobrej soli (oryginalny przepis mówi o morskiej albo himalajskiej, ja dodałam kłodawską, też dobra), 1/4 op. świeżych drożdży, 1 łyżkę dobrego oleju albo miękkiego masła. Ja zawsze w takich razach dodaję olej z pestek winogron, bo smaku nie ma. I jest dobry.

Do kubka wkłada drożdże, cukier i trochę wody i miesza aż się drożdże całkiem rozpuszczą. Do tego dodaje trochę mąki typ 700 (czyli nawet jeśli chce nam się robić chleb razowy to przynajmniej łyżka mąki typ 700 będzie potrzebna właśnie na ten zaczyn). Taki kubeczek z zaczynem przykrywa ściereczką i odstawia w ciepłe miejsce. Niech sobie rośnie.

Tymczasem smaruje masłem keksówkę a następnie do miski przesiewa pozostałą mąkę, wlewa wodę, olej, wsypuje sól… i już może wlewać zaczyn, który już powoli zaczyna opuszczać kubek. Ciasto wyrabia ręką dopóki nie zacznie od tej ręki odchodzić. A jak już odejdzie, to przekłada je do wysmarowanej masłem keksówki i wyrównuje. Przykrywa czystą ściereczką, nastawia piekarnik na 180 st. C i idzie na kawę. A chleb niech sobie rośnie.  Wyrośnięty chleb smaruje z wierzchu wodą i wkłada do piekarnika na 40-50 min. Po tym czasie wyjmuje i suszy na kratce…no dobra, na czymś, co ją może zastąpić, albowiem człowiek kratki nie posiada. Ale nabędzie. Kiedyś. Bo kratkę posiadać warto.

Jeśli moja instrukcja jest niejasna to dokładniejszą i cokolwiek inną można znaleźć tutaj.

Chleb z mąki typ 700 to raczej bułka – świetnie się sprawdza z masłem cynamonowym (czyli wymieszać w proporcjach dowolnych masło z miodem i cynamonem) czy nawet z nutellą (domowej produkcji oczywiście), z mąki razowej wychodzi już bardziej konkretny chleb. Żeby jednak nie był zbyt suchy dodać można do ciasta w trakcie wyrabiania jakieś siemię lniane (byle nie budwigowe, bo to to tylko na zimno spożywać) czy pestki słonecznika.

Jednak, gdyby nie fakt, że robić mi się tego nie chce, to i tak najchętniej zjadłabym sobie chleba robionego na zakwasie. I tylko na zakwasie, bez drożdży. Ale robiłam i nazbyt dobrze pamiętam ile z tym zachodu.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O chlebie naszym niepowszednim

  1. anna pisze:

    A ja właśnie przygotowuję zakwas, aby w święta zrobić chleb: jeden tradycyjny, a drugi bezglutenowy (ten będzie eksperymentem). 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Ja nigdy sama nie przygotowałam zakwasu. Kupowałam na allegro. Ale taki dobry, do którego nie trzeba było drożdży. I gościu, który go robił to i przepis na chleb podawał. I dobre to wychodziło.

  2. Anka pisze:

    Masz zdrowe podejście do diety i tak trzymać! Jeżeli lekarz zabroni glutenu, to dopiero wówczas nie należy go jeść. Według mnie rozpropagowano tę dietę bezglutenową nie wiadomo dlaczego. Zdrowi mogą jadać pszenicę i im nie szkodzi, tak jak jadali nasi przodkowie. Historia podobna do masła i margaryny. Tyle piali o szkodliwości masła, w sensie złego wpływu na cholesterol, a teraz kombinują jak się z tego wycofać, bo jednak lepiej jeść naturalne masło niż chemiczną margarynę. A orkiszowy chlebek z chęcią bym wszamała 🙂

  3. jukkasarasti pisze:

    Z tą pszenicą i naszymi przodkami to nie do końca tak jest, że oni jedli i byli zdrowi, więc dlaczego nam miałaby pszenica szkodzić. Otóż ta pszenica, którą jedli nasi przodkowie to zdecydowanie nie ta, którą my jemy. Obecna zawiera o całe niebo więcej glutenu i w ogóle cuda wianki z nią wyrabiali. Może po świętach, kiedy już odzyskam swój sprzęt (teraz wykorzystuję Małżonka) to poszukam i wkleję z Poczty Zdrowia art o pszenicy. I jak dotąd wszyscy moi znajomi, którzy zrezygnowali z glutenu (tak w ogóle, nie tylko z pszenicy) zauważają poprawę zdrowia.
    A co do cholesterolu – ostatnio czytywałam, że sam wysoki cholesterol to jeszcze nie koniecznie prowadzi do zawałów 😉 Ale to już w ogóle odrębny temat. Ale do świeżego orkiszowego chleba świeże masełko pasuje jak znalazł 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s