O kształtowaniu gustów

Poczytałam sobie artykuł o nieładnych pierwszych książeczkach oraz dyskusję pod nim… i naszło mię na refleksję. Nie, nie chodzi mi o to, czy dzieciom rzeczywiście trzeba czytać od pierwszych dni. Ten temat jest dla mnie bolesny, gdyż moje dzieci stanowczo nie życzyły sobie żeby im czytać cokolwiek. Kiedy już umiały pełzać to kręciły się i wypełzały z pokoju. Dzieć starszy tolerował jeszcze wierszyki z elementami dźwiękonaśladowczymi, ale i tu tylko do połowy wytrzymywał. Więc z czasem czytać przestałam. Czasem podejmuję jakieś próby, ale nieodmiennie z tym samym skutkiem: Dzieci mię zagłuszają.

Wygląda na to, że skoro temat pierwszych i kolejnych książeczek dziecka jest dla mnie bolesny, to w ogóle powinnam sobie darować czytanie artykułu. Ale to nie do końca tak jest. Tekst bowiem porusza kwestię od kiedy należy kształtować gusta dziecka i czy z malutkiego czytelnika takich paskudnych książeczek, czy z dziecinki ubieranej w różowe falbanki (bo o inną garderobę malutkich dziewczynek trudno) nie wyrośnie później ktoś, kto jeśli go będzie na to stać, fundnie sobie jakąś makabryłę przyczyniając się w ten sposób do zapaskudzenia polskiego krajobrazu. Otóż ja uważam, że z czytelnika takich książeczek MOŻE ale NIE MUSI wyrosnąć ktoś taki.

Jakby nie spojrzeć gust kształtuje się przez wiele lat. Owszem, jak skończyłam szkołę podstawową i poszłam sobie do LO to zastałam tam ileś osób o już ukształtowanym guście muzycznym i o pewnym stylu ubierania (choć w tym drugim przypadku to mógł mieć coś na rzeczy gust rodziców), które gustom tym pozostały wierne do końca szkoły. Jak było dalej – nie wiem, nie utrzymuję z nikim z LO kontaktów. Mój gust natomiast dopiero wówczas zaczął się kształtować. Po latach patrząc na to, czym się zachwycałam w dzieciństwie myślę sobie: o Boże, jak mogło mi się coś takiego podobać??? Mogło. Natomiast niewielki wpływ na mój gust mieli rodzice czy rodzeństwo. Nie kręcą mnie filmy i książki, którymi zachwyca się moja matka, trochę więcej muzyki podoba się nam obu. Ale to nie tylko tak, że to ja od niej – parę rzeczy spodobało jej się, bo ja je „odkryłam” i się podzieliłam. Kulinarnie też się trochę różnimy, choć pewne rzeczy chyba na zawsze od niej przejęłam. No i gdyby gust był kształtowany w dzieciństwie, już od zarania, to chyba miałabym dość podobne gusta do gustów mojej siostry. Mamy zdecydowanie różne. I to praktycznie od początku. Przynajmniej od czasów, których sięgam pamięcią.

No i podoba mi się konkluzja artykułu: jeśli nasi potomni będą mieli tak fatalny gust, jaki obecnie dominuje (budowle gargamele, ubiory spod znaku faszyn from raszyn i kiczowate wystroje wnętrz) to cierpieć będą ci, którym udało wyrobić sobie jakieś poczucie estetyki, jakiś gust… Tak sobie myślę, że osoby takie mogą cierpieć widząc mnie na ulicy nieumalowaną, co w przeciwieństwie do większości kobiet w moim wieku, zdarza mi się dość często, z kilkunastoma kilogramami nadwagi i w widocznie starych dżinsach, bo szkoda mi forsy na nowe, skoro stare się jeszcze nie rozeszły. To może z domu nie powinnam wychodzić, żeby ci nieliczni obdarzeni poczuciem smaku nie czuli dyskomfortu.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O kształtowaniu gustów

  1. annaa72 pisze:

    Myślę podobnie jak Ty, gust chyba kształtuje się bardzo długo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s