O pierwszych śniadaniach II

Nie można jeść na pierwsze śniadanie przez całe życie kaszy manny na mleku, granoli czy otrębów owsianych z jogurtem. Naleśniki i racuchy z jabłkami też się mogą z czasem znudzić… przynajmniej mnie, bo Młodzież to naleśniki bardzo chętnie zajada. Ale mnie się już nudzi ich (naleśników, nie dzieci) smażenie. Zresztą i tak robię to co tydzień, bo to taka poniedziałkowa śniadaniowa tradycja.Nadszedł więc czas na coś, czym chyba nigdzie indziej poczęstowane nie zostaną, czyli na:

Placuszki orkiszowo-kukurydziane na maślance

2 jaja, 2 szklanki maślanki, 1 szklankę mąki orkiszowej białej, 1 szklankę mąki kukurydzianej, szczyptę soli i płaską łyżeczkę sody oczyszczonej zmiksowałam na puszystą masę. Masę tę wylewałam na patelnię z rozgrzanym masłem klarowanym i smażyłam z obu stron na złoty kolor. Dobre wyszło. Tak dobre, że nie widziałam powodu by uatrakcyjniać te placki czymkolwiek.

Dzieciątka zgłosiły się po drugi placek, jak ów (czy raczej owe, bo każda dostała po placku) właśnie ściągałam z patelni. No, ale drugi placek już jadły cokolwiek dłużej, bo i placki  słusznej wielkości były – takie na prawie całą wielkość średniej patelni. Żeby było szybciej, smażyłam na dwóch patelniach jednocześnie. Może i jest po tym więcej mycia, ale przynajmniej żaden Dzieć nie stoi i nie przebiera nogami czekając na swoją dolę, gdy drugi, szczęśliwy kończy już konsumpcję.

Niby przepis prosty, ale… w oryginale mowa jest o dobrej maślance. Jeśli kogoś interesuje wykonanie placków, to polecam spacer po sklepach w poszukiwaniu owej dobrej maślanki. Teoretycznie maślanka to maślanka, czyli to, co zostaje ze śmietany kiedy się zrobi z niej masło. Ot, taki produkt uboczny. Dobry podobno nawet dla tych, którzy na mleko mają uczulenie. Lektura składów chemicznych maślanek dostępnych w sklepach jest jednak dużo ciekawsza, albowiem na ogół takie maślanki składają się z mleka, mleka w proszku, białek mleka i kultur bakterii. Jakoś tak nie wydaje mi się, żeby taka maślanka była wskazana dla osób uczulonych na krowie mleko… W każdym razie po długich poszukiwaniach udało mi się nabyć maślankę składającą się jedynie z mleka i kultur bakterii. I na tej właśnie maślance z Łowicza zrobiłam ww. placki.

Przepis jest o tyle fajny, że daje możliwość podawania placków zarówno na słodko, jak i na słono. Robienia ich bardziej lub mniej puszystymi (w zależności od tego czy i ile dodamy sody). Podawania z różnymi dodatkami. Mnie jednak pasował w wersji takiej, w jakiej ja zrobiłam: czyli bez cukru, z taką ilością sody, żeby placki były puszyste i podawane bez dodatków. W planie już mam jednak jedną modyfikację… połączoną ze zmianą nazwy. Zamierzam bowiem mąkę kukurydzianą zastąpić mąką gryczaną. Wówczas powinnam otrzymać placki prawie jak bliny. I podam je oczywiście z kawiorem – jak na bliny przystało. Kawior musowo z bieługi. Ale to dopiero po tym, jak napiszę dzieło na miarę 50 odcieni szarości i stać mnie będzie na takie ekstrawagancje.

Źródło przepisu

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „O pierwszych śniadaniach II

  1. Przepis brzmi smakowicie, jestem pewna, że moja Mała oszaleje 🙂 A dzieło twórz, tylko chyba trzeba byłoby wydać je w Wielkiej Brytanii albo najlepiej w Stanach? 😉 W Polsce porównywalny zysk z bestsellera jest chyba nie bardzo realny…?

    • jukkasarasti pisze:

      Mam nadzieję, że Małej zasmakuje tak, jak moim.
      A co do polskiego rynku – jak zauważyłam, żeby żyć z pisania to potrzeba parę najlepszych selerów napisać. I produkować się jeszcze po różnych gazetach i czasopismach. I portalach internetowych. A żyć z pisania to jeszcze nie kokosy zarabiać.
      A ja się za pisanie zabiorę, jak już temat selera wymyślę 😉

      • Więc do roboty – nad selerem myśleć 🙂 Sama od lat mam ten problem 😛 Na razie jeszcze nie obmyślony, ale może któregoś dnia w końcu spłynie ten pomysł z niebios wprost pod czaszkę 😉 Na to liczę, bo jakoś mało czasu na obmyślanie przepisu na selera 😉 Doba ma stanowczo za mało godzin! 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Po tym, co dziś poczytałam w Wyborczej to już jeśli myślę o selerach to raczej nad best sposobem wykorzystania ich w kuchni 😉 😦

  2. anna pisze:

    Placki brzmią smakowicie. 🙂 A z „selerem” będzie trudno. 😉 Ostatnio czytałam, jak pewna pisarka skarżyła się, że pisała książkę 16 miesięcy i zarobiła na niej 6300 zł. Najlepiej na książkach w Polsce zarabiają wydawcy i dystrybutorzy, na pewno nie autorzy. 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Niniejszy komentarz właśnie przed chwilą wydobyłam z zakładki pt. spam. Nawet na własnym blogu warto sprawdzać co akimset czy jak mu tam inaczej zaklasyfikuje jako spam.
      Ta pisarka właśnie sprowokowała dyskusję o tym, że w Polsce z pisania żyć się nie da. W każdym razie z samego pisania książek.

  3. zosiako pisze:

    placuszki przetestuję na szkodnikach 🙂 a Ty się nie zarzekaj, bo byłabym bardzo zadowolona (pewnie Ty też, więc obopólna radość) mając sławną koleżankę, więc selery szykuj nie tylko do kuchni.

    • jukkasarasti pisze:

      Ja już selery stworzyłam. Tylko widać żaden wydawca nie dojrzał do tego, by je wydać. Albo Kamil ma inne zajęcia niż promocja Super Mocnych selerów. Ale, ale nie martw się i tak masz już wkrótce sławną koleżankę. Choć sławną inkognito 😉 Bo wprawdzie nic jeszcze nie wydałam, ale już o mnie piszą. Jak dostanę do łapek to i ja o tym napiszę 😀

      • zosiako pisze:

        ja myślę, że się pochwalisz! czekam z niecierpliwością na szczegóły 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        No to wejdź sobie na mój drugi blog, przejrzyj tam blogi, które obserwuję… i na jednym coś znajdziesz 😉

      • zosiako pisze:

        po 8 godzinach w pracy, zrobieniu jednemu szkodnikowi prezentacji na wos, i powtórzeniu z drugim pitagorasa, Ty mi jeszcze detektywistyczne prace zlecasz ? ja wiem, że dziurawy móżdżek należy ćwiczyć, ale dzisiaj to chyba już zakwasów dostanę 🙂

      • jukkasarasti pisze:

        Dont uorry, jutro też jest dzień 😀

      • zosiako pisze:

        jutro 8 godzin pracy i powtarzamy zasady dynamiki 😦

      • jukkasarasti pisze:

        co to są zasady dynamiki???
        No dobra, blogiem, na który powinnaś zajrzeć na moim blogu książkowym są narracje…

  4. zosiako pisze:

    czyli, sfinalizował się projekt, o którym mi kiedyś wspominałaś. Brawo!; daj znać jak się ukaże, z chęcią poczytam 🙂 a w zasadach dynamiki kłania się program 2 klasy gimnazjum i genialny Newton

    • jukkasarasti pisze:

      Ja nawet nie mogę powiedzieć, że nie pamiętam, co było w gimnazjum, bo to dawno było. Ja nawet w gimnazjum nie byłam. A Newton to mi się z jabłkami spadającymi na głowę kojarzy.
      Jak poczytam książkę, to pewnie ją opiszę. Oczywiście bez rozwodzenia się nad wiadomym reportażem 🙂 Ale sama jestem ciekawa, jak tam wyglądam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s