O szczęściu (prawie takim jak wygrana w totka)

Mój Małżonek to szczęściarz. Serio. I nie chodzi tu o to, że ma tak wspaniałą żonę jak mua i dwójkę pięknych i w dodatku podobnych do niego dzieciaczków. Najprawdopodobniej z tego właśnie powodu nie wygrywa w totka – skoro ma szczęście w miłości to nie ma go do gier liczbowych. Ale szczęście ma też do złodziei. Owszem, kiedyś chcieli obrabować jego stary, mały samochód, a rozczarowani, że nic cennego tam nie ma – zdewastowali go. Ale chłopców udało się ująć i za swój wandalizm zapłacili.

Tymczasem dziś postanowiliśmy wybrać się z Młodzieżą do sali zabaw, bo pogoda nie nastrajała raczej do szaleństw na placu zabaw, a w końcu młodość musi się wyszumieć. Idziemy więc sobie do samochodu, a Małżonek stwierdza brak kluczyków. No to zostawia rodzinę na mrozie (jakieś +6 stopni) i wraca do dom. Ja zabieram więc Dzieciaczki na plac zabaw (daleko nie miałam, to tuż przy parkingu) i czekamy sobie. I czekamy. I czekamy. W końcu Małżonek wraca z informacją, że kluczyków nie znalazł. Sprawdza więc w stacyjce… i właśnie tam cierpliwie czekały na właściciela. I przez ponad 24 godziny nikt nie usiłował się włamać do całkiem nowego samochodu. To chyba naprawdę lepsze niż wygrana w totka. W końcu nowego (czy nawet używanego) samochodu z dnia na dzień się nie kupi, a jak już człowiek przywykł, że ma, to brak silnie odczuje.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O szczęściu (prawie takim jak wygrana w totka)

  1. zosiako pisze:

    czyli z nogą Małżonka już całkiem w porządku, skoro jeździ samochodem? moje skręcenie dopiekało mi tak ładne 3 tygodnie… a, że Twój Małżonek to szczęściarz to się rozumie samo przez się mając Ciebie przy boku. Ja bym chyba jednak po powyższej sytuacji zaryzykowała i zapłaciła ten jeden raz podatek od złudzeń 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Podatek od złudzeń płaci ilekroć jest kumulacja. Ja nawet trochę częściej.
      A co do nogi… nie wiem co powiedział lekarzowi, że aż 2 tygodnie zwolnienia dostał, bo jakoś dawał radę samodzielnie dojść do tego lekarza a i rtg nic żadnych zmian nie wykazało. Ale fakt faktem – noga mu nadal puchnie.

  2. Karolina pisze:

    Mąż miał wiele szczęścia. Niestety roztrzepanie to poważny problem. Sama na to cierpię. Pozdrawiam serdecznie.

    • jukkasarasti pisze:

      Nie wiem czym się Pani, PaniKarolino naraziła mojemu blogowi, a konkretnie jego elektronicznej administracji, że uznał Panią za spam. Na szczęście ja czasem nawet do śmieci zaglądam… choćby po to, żeby odgrzebać z nich to, co wbrew temu co sądzi moja wewnątrzsystemowa administracja śmieciem nie jest.
      A roztrzepanie to na co dzień to w sumie mój problem. I czasem faktycznie mam z tego powodu duże problemy. W tym jednak wypadku to raczej duże zakupy+małe dzieci sprawiły, że klucz pozostał w stacyjce. I w sumie lepszy klucz w stacyjce niż Dzieć zamknięty w samochodzie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s