O prywatności

Słuchałam sobie takiej książki (szczegóły na moim drugim blogu), która zaczyna się od tego, że na lotnisku jeden pan i jedna pani wpadają na siebie, upuszczają na podłoże swoje telefony komórkowe i tak przypadkiem odlatują każde w swoją stronę, z nieswoimi. Gdyby to była zwykła komórka to byłoby znośnie, gorzej, że to bogaci nowocześni ludzie więc mają smartfony. I niby każde z nich uczciwe, bez złych zamiarów, ale z chęci poznania tego drugiego zaczynają przeglądać zawartość, czyli ulubioną muzykę, filmy wgrane na telefon, aż w końcu maile.

Mam zwykłą komórkę i przesłuchana książka utwierdza mnie w przekonaniu, żeby tego nie zmieniać. Owszem, o tym, żeby mieć telefon niekoniecznie smart zadecydowały dwa czynniki. Po pierwsze, wolę, żeby Dzieciaki nie majstrowały przy czymkolwiek z ekranem dotykowym, bo nawet niedotykowe ekrany potrafią zdemolować. Po drugie i najważniejsze, z tego co wiem smartfona potrzeba co najmniej raz dziennie ładować. Ja swoje komórki ładuję raz albo dwa w tygodniu i nie widzę powodu, żeby częściej. I chociaż jestem mocno roztrzepana, to jednak wolę różne istotne informacje w różnych miejscach przechowywać, żeby nie musieć ich wszystkich zawsze ze sobą nosić. Bo po co? Wiem, dla ludzi, których praca wiąże się z ciągłymi podróżami to bardzo wygodne, ale takiej kurze domowej tudzież takiej stacjonarnej pracownicy biurowej, którą byłam nim się wkurzyłam i udomowiłam to po co to? Dla szpanu? Najpierw, jak się toto pojawia na rynku: bo mnie stać, potem – bo wszyscy tak mają? (to już zależy od statusu majątkowego). Jeśli jednak ktoś ukradnie albo tylko znajdzie gdzieś przypadkiem pozostawiony sprzęt i wykorzysta do niecnych celów to płacz i zgrzytanie zębów. I pretensje do całego świata. Albo, w lepszym przypadku, w razie jakiejś awarii systemu czy uszkodzenia sprzętu nagle sporo istotnych danych (nie wszystkie, bo e-maile to z każdego komputera przeczytać można) wylatuje gdzieś w kosmos. Mnie nie przeszkadza, że audiobooków tudzież muzyki słucham z empetrójki, książki elektroniczne czytam z czytnika, który nie łączy się z internetem tudzież z laptopa a maile też sprawdzam na laptopie. Fejsa nie sprawdzam w ogóle, to mnie tam niem ma. Oczywiście, jeśli jakiś haker czy ktoś w tym stylu zechce się o mnie czegoś dowiedzieć, to dowie się sporo, bo dużo śladów pozostawiam w sieci i jestem tego całkiem świadoma, ale przynajmniej nie ryzykuję, że zupełnie przez przypadek podam komuś siebie na tacy.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O prywatności

  1. anna pisze:

    Ja się na telefonach za bardzo nie znam, ale mam smartfona i ładuję go raz w tygodniu. I w sumie jestem z niego zadowolona. 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      No jak widać na smartfonach znasz się lepiej niż ja, bo ja je znam tylko z widzenia i ze słyszenia. Więc piszę to, co mi mówiły panie w salonie jak szłam wymieniać telefon na lepszy (czyli dłużej wytrzymujący bez ładowania) model, tudzież tyle, co wiem od znajomych właścicieli smartfonów. Witać to też zależy z ilu funkcji się korzysta i z jaką częstotliwością.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s