O drugich śniadaniach III

Informacje, jakie czytam o płatkach śniadaniowych, tudzież składy chemiczne tych płatków, które przeglądam w sklepie uspokaja moje sumienie jeśli idzie o dawanie Potomstwu na drugie (a wyjątkowo i na pierwsze) śniadanie ciastek własnego wypieku. Ja przynajmniej nie używam sztucznych aromatów, barwników, emulgatorów czy tłuszczy trans. A i cukru staram się używać oszczędnie, zastępując go w miarę możliwości zdrowymi środkami słodzącymi (bo przecież miksowanych daktyli czy innych suszonych owoców nie nazwę słodzikami).

Dziś na drugie śniadanie były cokolwiek zbyt mocno przyrumienione ciasteczka z orzechami pekan (cały czas z książeczki o Dorze, która poznając świat uczy piec ciasteczka i herbatniki):

100 g orzechów pekan zmieliłam i podprażyłam na suchej patelni.

25 g masy marcepanowej (miałam taką z Lidla) pokroiłam na małe kawałeczki i utarłam z 75 g miękkiego masła, 25 g brązowego cukru pudru, miąższem z laski wanilii, szczyptą soli i 1 żółtkiem. Do tej masy dodałam zmielone i podprażone orzechy i 90 g mąki orkiszowej. Rękami zagniotłam ciasto, ulepiłam z niego 3 (słownie: trzy) wałeczki, zapakowałam je w folię i włożyłam do lodówki na trochę więcej niż godzinę. Oryginalnie przepis mówi o godzinie, ale doświadczenie podpowiada, że lepiej dłużej niż krócej.

Po upływie stosownego czasu (czyli jak Młodzież poszła spać i w związku z tym nie mogła przeszkadzać) wyjęłam rzeczone wałeczki, obtoczyłam w brązowym cukrze, pokroiłam w plasterki (głupia książka nie precyzuje tak mniej więcej grubości plasterków), plasterki wyłożyłam na blachę , wyłożoną wcześniej papierem do pieczenia. I do pieca. Piekłam 10 min. (albo ciut dłużej) w temp. 180 st. C.

Uwielbiam ten trudny do uchwycenia moment, pomiędzy czasem, kiedy ciasteczka są jeszcze surowe a czasem kiedy są już przypalone. Tym razem przegapiłam ten moment, więc cokolwiek brązowe wyszły. No i nie musiałam w końcu wkładać blachy na drugi od dołu poziom, skoro książka mówi o środkowym. Rzecz w tym, że na ogół jak piekę na środkowym, to mi dół niedopieczony wychodzi. Druga rzecz: jeśli się już upieram, żeby mąkę pszenną zastępować orkiszową (tym razem była biała) to powinnam pamiętać, że masła czy czego innego płynnego wypadałoby dać więcej.

Jak widać już po składzie surowcowym – ciastka do najsłodszych nie należą. Podobnie jak większość z książeczki o Dorze. Miłe, że książki z przepisami na ciasteczka dla dzieci zawierają przepisy na słodycze dużo zdrowsze niż gotowe słodycze „specjalnie dla dzieci”. W każdym razie ciastka zeszły, przy znacznym udziale moim i nieznacznym Taty.

Nie wiem, czy mi się zechce, ale postaram się jutro zrobić budyń czekoladowy tudzież kakaowy. Chyba ten drugi, bo po co ma mi cała czekolada schodzić, skoro kakao też jest w domu, a tego, w przeciwieństwie do czekolady, nie da się jeść samego. Bo w domu jest kakao takie normalne, czyli 100% kakao w opakowaniu.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s