O tym, co Amerykanie lubią najbardziej jeść

Dawno, dawno temu słyszałam taką anegdotę, której akcja rozgrywała się w czasach, kiedy nasz kraj zwał się jeszcze Polską Rzeczpospolitą Ludową. Otóż w tamtych czasach, dla jakichś przyczyn Polka-patriotka znalazła się w Stanach i rozmawiała sobie z Amerykanką. I jak na patriotkę przystało opowiadała tej Amerykance, jakim nieszczęściom jej Ojczyzna musiała stawiać czoła, bo to najpierw rozbiory i powstania, potem I wojna światowa, potem ledwie się kraj na nowo pojawił się na mapach to przyszła następna wojna a po niej Sowieci. Amerykanka słucha sobie tego nieporuszona, aż w końcu przypomina sobie o obowiązkach gospodyni i zapytuje Polkę, czy by chleba z masłem orzechowym nie zjadła.

– A co to jest? Nigdy nie jadłam.

– Nie? A dlaczego?

– U nas tego nie ma.

– Nie znacie masła orzechowego? Co za biedny kraj – współczująco odezwała się Amerykanka.

Masło orzechowe znam od lat i kiedy go pierwszy raz spróbowałam okazało się dla mnie rozczarowaniem. Czemuś wyobrażałam sobie, że będzie to coś słodkiego, czyli jak się później okazało, to raczej Nutella bardziej odpowiadała moim wyobrażeniom o tym, co się kryje pod nazwą masło orzechowe. Wielbicielką tego masła nie stałam się nigdy, ale miewam takie napady raz na parę miesięcy, że kupuję słoik i w ciągu 2 – 3 dni zjadam cały. Czasem z pieczywem chrupkim, czasem bez niczego, tak łyżeczką prosto ze słoika. Właściwie to miewałam takie okresy, bo jedynym masłem orzechowym, które uważałam za warte jedzenia z uwagi zarówno na smak, jak i na skład chemiczny, było masło firmy Sante. Tylko ostatnimi czasy do surowców podstawowych czyli orzechów arachidowych, cukru, soli i oleju zaczęli dodawać utwardzanego tłuszczu roślinnego. Nie pozostało mi więc nic innego, jak samodzielnie zrobić sobie takie masło.

Czytałam kiedyś na jakimś forum internetowym jak to zrobić. Miało to być z orzechów prażonych i solonych, soli, cukru oraz oleju. I nawet miałam sobie takie robić, odtwarzając skład z pamięci, a luki w tej ostatniej zapełniając improwizacją. Wszak to nie ciasto, i tak nie urośnie. A że się może rozwarstwić? Sante, dopóki nie zaczęto dodawać do niego tłuszczów utwardzanych też było cokolwiek rozwarstwione i mi to nie przeszkadzało. Nawet uznałam, że może zrobię to masło z orzechów prażonych bez soli i tłuszczu, żeby zdrowiej było… I kiedy już kupiłam sobie te orzechy i zastanawiałam się nad tym, jaki olej najbardziej by pasował, czyli czy kupić z orzechów arachidowych czy wystarczy bezsmakowy z pestek winogron, przeglądając coś na Onecie dojrzałam reklamę: masło orzechowe domowej produkcji. No to kliknęłam sobie w odnośnik i… znalazłam przepis na masło bez dodatków. Wygląda to tak mniej więcej, że bierzemy szklankę fistaszków, takich bez soli i dodatków, dzielimy na 2 – 3 porcje i każdą z osobna mielimy w blenderze na proszek. Do ostatniej – wedle uznania – możemy dodać trochę soli lub cukru. Następnie wszystkie zmielone porcje z powrotem wsypujemy do blendera i blendujemy aż puszczą olej i utworzy się z nich masło. I dobre to wyszło, chociaż cukier powinnam dać trochę drobniejszy albo dłużej z tym cukrem miksować. Zarówno cukru, jak i soli dodałam po łyżeczce. Cukier powinien być trochę drobniejszy, bo mało sobie zęba na nim nie złamałam… a raczej przez chwilę zastanawiałam się, czy mi się przypadkiem ząb nie ułamał, ale na szxzęście ów rzekomy fragment zęba okazał się być ziarnkiem cukru. No i z tym blendowaniem to też trzeba ostrożnie. Duże przerwy warto robić, żeby się sprzęt nie zbuntował na wieki. Jutro sobie zrobię raz jeszcze to masło z drugiej połowy orzechów… i znów spokój na parę miesięcy. Ale pewnie w ciągu tych paru miesięcy zaczną się eksperymenty z innymi orzechami, cukrem i kakao tudzież topioną gorzką czekoladą, to może uda mi się coś na kształt Nutelli stworzyć, tylko z przewagą orzechów i czekolady, z mniejszą zaś ilością cukru i bez mleka w proszku.

Ów lepszy przepis na domowe masło orzechowe znalazłam konkretnie na tym blogu:

http://zmiloscidogotowania.blog.pl/2014/01/09/domowe-maslo-orzechowe/

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s