O literaturze kobiecej

Wiem, że dla wielu przeciwników szufladkowania podział na literaturę męską i literaturę kobiecą w ogóle nie powinien istnieć. Ja literatury też nie dzielę na te kategorie, wyróżniam je spośród wielu innych i nie każda książka musi być zaliczana do którejś z nich. Jednak istnieją powieści zdecydowanie męskie, co niekoniecznie oznacza, że kobietom nie mogą się spodobać i powieści zdecydowanie kobiece.

Przez literaturę kobiecą rozumiem literaturę pisaną przez kobiety o kobietach i dla kobiet. Choć wyjątkowo może być pisana przez mężczyzn… takich jak na przykład Janusz L. Wiśniewski. Utwory z tej kategorii zdecydowanie nie należą do moich ulubionych. Nie lubię w nich przede wszystkim kobiet. Mam tu na myśli bohaterki. Nie, żeby w literaturze nieco mniej kobiecej wszystkie heroiny wzbudzały moją sympatię, ale z tych bardzo kobiecych książek, to jakoś żadnej nie jestem w stanie polubić. Ostatnio zaś miałam nieprzyjemność posłuchać audiobooka z tej kategorii. Dostany, a jak powiadają: darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Zresztą, z uwagi na to że dramatycznie spada liczba jeszcze nie przesłuchanych a posiadanych przeze mnie audiobooków, chwytam się wszystkiego co mam. No to chwyciłam się Córki przeznaczenia Alice Hoffman. W interpretacji Elżbiety Kijowskiej. Nie powinnam się chyba czepiać lektorki, ona naprawdę dobrze wypada w takich powieściach. Dobrze, to znaczy swoją interpretacją podkreśla ich klimat.

Powieść traktuje o dwóch kobietach, z których chyba żadna do końca nie wie czego chce. Właściwie to jedna – Lila Grey wie. Chce odzyskać swoje dziecko, które 27 lat wcześniej, tuż po porodzie zmuszona była oddać do adopcji. Spotkawszy się w końcu z kobietą, która adoptowała jej córkę, myśli o niej: widać, że to złodziejka. I wie, jest absolutnie pewna, że córka z radością ją przyjmie, że wie, że jest adoptowana i z utęsknieniem czeka, aż prawdziwa matką ją odnajdzie. To pragnienie sprawia, że nie jest w stanie czuć się do końca szczęśliwa w swoim małżeństwie… co jest krzywdzące dla szczerze kochającego ją małżonka. Małżonek oczywiście nie ma pojęcia o przeszłości żony. Druga – Rea żyje od lat z tym samym, nic nie wartym mężczyzną. Wie, że ukochany cierpi na przerost ambicji nad możliwościami, wie, że w gruncie rzeczy nie jest wart jej miłości, ale kocha. I cieszy się gdy się dowiaduje, że spodziewa się jego dziecka, nawet kiedy on telefonicznie ją powiadamia, że wyjechał gdzieś daleko na pustynię, bo właśnie znalazł wymarzoną pracę.

Istnieją postacie literackie które uwielbiam w książkach, natomiast w realnym życiu wolałabym nie mieć z nimi do czynienia. Nie wyobrażam sobie związku z żadną z moich fascynacji literackich. po prostu co innego lubię w życiu, co innego w sztuce. Są jednak typy ludzi, którzy mnie w życiu irytują do tego stopnia, że wolę o nich nie czytać. Właśnie Lily i Rea do takich postaci należą. Jedyne, co mi się w powieści Hoffman podobało, to małżeństwo teściów Lily i ich stosunek do syna. Chęć zatrzymania go przy sobie, jednak nie za wszelką cenę. I wychowanie jedynaka na mężczyznę a nie na ukochanego synusia. To jednak za mało, bym mogła powieść dobrze ocenić. Stanowczo za mało. Czas więc wrócić do nieco mniej kobiecej literatury… choć może niekoniecznie od razu do Hemingwaya.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s