O biznesplanach

Frederic Forsyth, zanim stał się pisarzem, przez wiele lat był dziennikarzem-reporterem. Dlatego też czytając czy słuchając jego powieści mam podstawy sądzić, że nie zawsze i nie do końca są wytworem fantazji autora. Dlatego też to, co u kogo innego uznałabym za wytwór bujnej wyobraźni, u Forsytha zdaje mi się być prawdopodobne. Nie, żebym od razu uważała jego powieści za literaturę faktu ale kiedy pisze o przewrotach wywoływanych w państwach Afryki jako o końcowym etapie przejęcia bogactw naturalnych kraju przez koncerny, to wiem, że tak być może. A nawet więcej, wiem, że tak bywa. Najprawdopodobniej dlatego trudno mi powiedzieć, żebym słuchała Psów wojny z przyjemnością. Chociaż może i dlatego przyjemność nie była szczególna, że zdarzało mi się słuchać lepszych książek tego autora.

Jak sugeruje tytuł Psy wojny to powieść o najemnikach – żołnierzach, którzy za odpowiednim wynagrodzeniem pójdą bić się wszędzie, bez względu na to w imię czyich interesów będą zabijać i narażać życie. Jednak tyle samo uwagi co najemnikom Forsyth poświęca ich zleceniodawcom – korporacjom, które gotowe są do wszystkiego żeby tylko pomnożyć swoje zyski. Znalazłam kiedyś blog, którego autor kolejne swoje wpisy tytułuje: Spiski nie istnieją. Są tylko biznesplany. Ten tytuł to także ładne ujęcie istoty powieści Forsytha. Samej akcji obalenia kacyka w jednym z afrykańskich państw autor poświęca niewiele uwagi. Dużo więcej – szczegółom technicznym przeprowadzania operacji, fałszowaniu wyników badań, kupowaniu milczenia ludzi, którzy mogli wiedzieć za dużo, werbowaniu najemników. Jedyne, co mnie w powieści nie przekonuje jest idealizacja najemników. Przynajmniej niektórych. Choć z drugiej strony nie najlepiej się czyta książkę/ogląda film jeśli nie można kibicować żadnemu z protagonistów.

Skoro już wspomniałam, że powieści wysłuchałam, wypadałoby napisać, kto mi ją przeczytał. Czytał: Jan Englert. To kolejna… nie to pierwsza pozycja z serii Mistrzowie Słowa, wydawanego swojego czasu przez Gazetę Wyborczą. Interpretacja poprawna, czyli nie mogę nic zarzucić Englertowi, poza tym, że on „tylko” czyta powieść, nie próbuje zaś jej odegrać. Ale czyta ładnie, rzec by się chciało elegancko, czego nie mogę powiedzieć o całkiem sporej liczbie lektorów.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s