O wypiekach świątecznych VI

1.  post w tym roku, 100. od początku istnienia blogu

Keks to takie ciasto, które – podobnie jak rogale z (niekoniecznie) białym makiem i paluszki-makabreski – robię tylko raz w roku. Konkretnie z okazji Nowego Roku. Żeby się nam darzyło. Piekę go od niedawna, gdyż z dzieciństwa bardzo źle mi się kojarzył. Matka nie piekła tego, a że zawsze nazwę wymawiano z dużej litery to nie mogłam się oprzeć i kupiłam kiedyś kawałek tego cuda, mimo, że wygląd mnie odrzucał. Okazało się, że wrażenia smakowe w pełni zgadzają się ze wzrokowymi. No, ale jak za bakalie robią galaretki, chyba drugiego stopnia świeżości, a i samo ciasto też do najświeższych się nie zaliczało, to trudno się dziwić, że mnie odrzuciło. I tak trwałam odrzucona przez lata, aż któregoś dnia pojawiłam się na jakieś święta u rodziny Wówczas-Jeszcze-Nie-Małżonka i tam spróbowałam keksu autorstwa chyba babki, bo na ile mnie pamięć nie myli, to świekra – w przeciwieństwie do swojej matki – szczególnie dobrą kucharką czy cukiernikiem nie jest. I keks okazał się bardzo dobry. Fakt, nie był taki kolorowy, do jakich przywykłam, ale to właśnie działało na jego korzyść – żadnych galaretek czy innych udziwnień tylko bakalie typu rodzynki, figi, daktyle. Jakiś czas później przyszła mi też ochota na zrobienie keksu. Co ciekawe, naszło mnie na taki paskudnie kolorowy. No, ale to już inne czasy były niż te, w których kupowałam keks i dla kolorów można było zakupić żurawinę kandyzowaną czemuś przez wytwórców uparcie zwaną suszoną, kiwi kandyzowane, ananasy kandyzowane, mango suszone – do wyboru, do koloru. Znalazłam więc z sieci przepis na coś, co się nazywało keks biszkoptowy. Zrobiłam i wyglądał cudownie, takoż też smakował. Kiedy jednak postanowiłam go zrobić po raz wtóry okazało się, że zalinkowana strona już nie istnieje i Wujek Gógiel nijak nie chciał mi pomóc z znalezieniu przepisu na coś takiego. Więc spośród wielu przepisów, jaki mi Wujek podpowiedział, wybrałam taki najbardziej charakterystyczny dla mojego zapału do pracy jakiejkolwiek:

Keks łatwy

25 dag mąki

25 dag masła

25 dag cukru pudru

5 jaj

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka spirytusu

25 dag bakalii

Masło ucierać, dodając stopniowo cukier puder i żółtka. Do utartej masy wlać spirytus i wsypać mąkę zmieszaną z proszkiem. Ciasto delikatnie wymieszać z pianą ubitą z białek oraz drobno posiekanymi bakaliami. Piec w temp. 150-170 st. C ok. 50 min.

Wiadomo, keks jest tak dobry, jak dobre są bakalie do niego użyte. Nie stosując się do swoich życzeń (jutro też się do nich stosować nie będę) użyłam bakali mniej zdrowych za to kolorowych czyli głównie kandyzowanych: skórki pomarańczowej – własnej roboty, pigwy – też własnej roboty, żurawiny, imbiru – którego 75% stanowił cukier, więc mam pewne wątpliwości czy przyprawa powinna się nazywać: imbir kandyzowany czy raczej pikantne kosteczki cukru, suszone morele i jagody goji. Te dwie ostatnie bakalie już bez cukru. Keks wyszedł jak zwykle dobrze… co oznacza, że wyszedł szybko.

Wiem, rok się zaczyna od uniemożliwiana spełnienia się niektórych wczoraj wypowiadanych życzeń. Co gorsza, jutro ta linia będzie kontynuowana. A od pojutrza… to już się zobaczy.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „O wypiekach świątecznych VI

  1. anna pisze:

    Oj, ja zarzekam się, że w najbliższym czasie nic nie piekę. 🙂 A Ty tutaj tak kusisz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s