O Świętach. Po Świętach II. Coś dla ducha

Kiedy już wszystkie wypieki świąteczne popieczone, potrawy wigilijne i świąteczne gotowe, jest chwila na lekturę. Padło na książkę, o której dowiedziałam się przy okazji pisanie notki poświęconej Oscarowi Wilde. Do niedawna sądziłam, że Portret Doriana Graya to jedyna powieść tego pisarza. Zazwyczaj tak pisano w większości notek dotyczących Portretu. Tymczasem przeglądając na LubimyCzytać.pl dorobek Irlandczyka dopatrzyłam się jeszcze jednej powieści: Teleny. Co ciekawe, na tymże samym portalu w opisie sylwetki Wilde’a znaleźć możemy taką informację: tematyka: dramat, poezja, jedna powieść. Paradoks? Cóż, w końcu jeszcze za życia Oscar Wilde zwany był Lordem Paradoksem.

Żeby się przekonać, czy Portret Doriana Graya jest rzeczywiście jedną powieścią Wilde’a wypadło zapoznać się z Telenym. Już z samego wstępu można się dowiedzieć, iż wprawdzie powieść wyszła anonimowo, to istniej dużo przesłanek pozwalających przypisać autorstwo Wilde’owi. Teleny to powieść homoerotyczna, a jak wiadomo jej domniemany autor zdecydowanie preferował mężczyzn. Nie straszny był mu też skandal, w końcu czas jakiś przesiedział w więzieniu właśnie z powodu miłości do mężczyzny. W powieści też znaleźć można typowe dla Wilde’a paradoksy.

Teleny to powieść o miłości. Miłości wielkiej, namiętnej i tragicznej. Miłości dwóch mężczyzn: Kamila Des Grieux i Rene Teleny’ego. Ale nie tylko. Teleny to także powieść o odkrywaniu swojej tożsamości seksualnej i o próbach jej wyparcia, udowodnienia sobie, że jednak kocha się „normalnie” w kobietach. Czyli jednak nie do końca jest to powieść homoerotyczna, gdyż pierwszą jej połowę stanowią mniej lub bardziej nieudane próby zbliżenia się Kamila do kobiet, dopiero później następują dokładne opisy namiętności Kamila i Rene oraz orgii homoseksualnych w domu jednego z przyjaciół kochanków. Opisy te to zdecydowanie nie erotyka. To pornografia. Pornografia pisana pięknym językiem, pełnym odniesień do sztuki i do mitologii greckiej, przeplatana rozważaniami o moralności i hipokryzji, ale jednak pornografia.

Wysmakowany język, charakterystyczne dla Wilde’a paradoksy czy homoseksualizm irlandzkiego pisarza to jednak jak dla mnie nie wystarczające powody, by uznać, że Teleny wyszedł spod pióra tego pisarza. Paradoksy jawią mi się wciśnięte na siłę, podczas gdy w Portrecie… brzmiały bardziej naturalnie. Styl, choć wysmakowany, odległy jednak od stylu jaki znam z Portretu Doriana Graya czy De profundis. Ogólnie łatwo się wzruszam przy lekturze, jednak Teleny, w przeciwieństwie do wcześniej mi znanych utworów Wilde’a nie był w stanie wywołać u mnie choćby cienia wzruszenia. Zdaję sobie sprawę, że każdy twórca, nawet najwybitniejszy, ma na swym koncie dzieła słabe, więc nie wykluczam, że zarówno Portret Doriana Graya, jak i Teleny wyszły spod jednego pióra, jednak wolę wierzyć, że Wilde był jedynie inspiracją dla autora (autorów? – gdyż czasami odnosiłam wrażenie, jakby to więcej niż jedna osoba pisała) tego drugiego dzieła. Ewentualnie, że był jej współtwórcą. Niektóre fragmenty powieści przywodziły mi na myśl innego autora. Czytając opis zakończenia homoseksualnej orgii, opisy narządów bohaterów czy niektóre rozważania na temat moralności odnosiłam wrażenie, że mam do czynienia z twórczością markiza deSade.

Tak swoją drogą, kto by pomyślał, że tak subtelna okładka może kryć takie zdecydowanie nie subtelne treści…

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O Świętach. Po Świętach II. Coś dla ducha

  1. Paulina Król pisze:

    Chyba coś się urwał ten post?

    • jukkasarasti pisze:

      Nie chyba. Na pewno. Dzięki za szybką rekcję, już próbuję odtworzyć 🙂

      • Paulina Król pisze:

        Bardzo ciekawe. Ja też zawsze byłam przekonana, że Wilde popełnił tylko jedną powieść. I kto wie, czy te spekulacje nie są prawdziwe, ale z drugiej strony, jeśli książka jest istotnie tak słaba, to może lepiej wierzyć, ze Wilde nie miał z nią nic wspólnego, ewentualnie… tylko trochę 😉 „Portret…” bardzo mi się podobał, i w sumie szkoda by było zepsuć sobie wyobrażenie o autorze taką słabizną.

      • jukkasarasti pisze:

        Jak na bardzo dosłowne opisy seksu to ta książka wcale nie jest słabizną. Teleny jest kiepski jak na ewentualne autorstwo Wilde’a, ale skoro mi się z de Sadem kojarzy, to chyba nie jest tak źle. W końcu markiz od sadyzmu to też klasa sama w sobie 😉 Generalnie uważam, że o ile kogoś porno nie odrzuca tak w ogóle, to warto przeczytać, żeby sobie samemu wyrobić opinię. Dowodów na to, że Wilde jest autorem brak, więc trudno się do niego zrazić po lekturze. Można co najwyżej się zdziwić, jak ktoś mógł mu autorstwo czegoś takiego przypisać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s