O świętach. Po świętach

Święta minęły. Jak zwykle zbyt szybko. Jak zwykle nie zdążyłam odpocząć. Podczas Świąt zajmowałam się głównie jedzeniem i czytaniem. O tym, co czytałam napiszę jutro, dziś o tym, co jadłam… a dużo tego było. Dużo za dużo. O potrawach świątecznych nie piszę, bo to jest nudne. Bo co można jeść, jeśli Dzieci za młode na śledzie po wiejsku, cokolwiek z grzybami czy nawet z pieczarkami a Małżonek żadnego barszczu nie lubi? Pierogów zresztą też nie lubi. I dobrze, bo mnie się nie chce tego lepić. Co innego zrobić paszteciki wg przepisu Zofii K. Tylko te paszteciki to grzech – Małżonek za kapustą kiszoną nie przepada, wyszło na to, że Młodzież takoż, więc sama musiałam to zjeść. I to najlepiej póki ciepłe. Tak więc za jednym zamachem wsunęłam w siebie kostkę masła, 1,5 szkl. mąki i 3 żółtka. Wymieszane i upieczone… z nieznacznym dodatkiem kiszonej kapusty. Popiłam to ekologicznym barszczem z butelki, bo przecież na jedną osobę nie będę gotować. Nie, nie piłam barszczu z butelki, wcześniej go przelałam do garnka i zagrzałam. I nie wiem, czy przypadkiem jednak nie powinnam go była choć trochę rozcieńczyć jakimś wywarem warzywnym, co cokolwiek intensywny był. Choć zdecydowanie to barszcz był a nie koncentrat. I już miejsce zostało tylko na ciasta:

Serniczki z kaszy gryczanej z imbirem

200 g kaszy gryczanej nie precyzują jakiej, ja używam nie palonej

250 g serka mascarpone

1 limonka obyłam się bez tego

20 g korzenia imbiru

100 g gorzkiej czekolady też sobie darowałam, nigdy nie lubiłam połączenia sernika z czekoladą

4 jaja

115 g cukru u mnie brązowy

30 g mąki pszennej

5 g mąki ziemniaczanej

szczypta proszku do pieczenia

40 g masła

Małe foremki, np. kokilki u mnie silikonowe gwiazdki dokładnie smarujemy masłem i obsypujemy cukrem. Usuwamy nadmiar cukru i wstawiamy foremki do lodówki. Rozgrzewamy piekarnik do 180 st. C.

Ugotowaną kaszę wrzucamy do miksera i miksujemy. Zmiksowaną kaszę przekładamy do miski. Dodajemy ser mascarpone. Mieszamy. Bierzemy 4 jaja, oddzielamy żółtka od białek. Dodajemy 50 g cukru do białek i 50 g cukru do żółtek. Żółtka ubijamy na sztywną masę. Skórkę z limonki ścieramy do miski z kaszą i serem. I szczerze – gdyby nie fakt, że limonki są chyba bardziej pasione chemią niż inne cytrusy, albo o tyle bardziej chemiczne, że skórkę mają cienką, to chętnie bym dodała, bo lubię, nawet bardziej od cytryny. Tylko że po limonce jest mi niedobrze, więc z bólem serca musiałam zrezygnować, ale wydaje mi się, że z imbirem by się ładnie komponowała. Dodajemy imbir starty na tarce o drobnych oczkach. Dokładnie mieszamy. Do masy dodajemy ubite żółtka. Ponownie dokładnie mieszamy. Do masy dodajemy mąkę ziemniaczaną i mąkę pszenną oraz szczyptę proszku do pieczenia. Wszystko dokładnie mieszamy. Białka z cukrem ubijamy na sztywną pianę, którą następnie dodajemy partiami do masy, starając się ją delikatnie mieszać. Ostatnią partię ubitych białek mieszamy bardzo delikatnie. Jeśli masa wydaje się zbyt luźna (powinna być na tyle stabilna, że daje się ładnie zarabiać), możemy dodać jeszcze trochę mąki. Wyjmujemy foremki z lodówki, masę równomiernie nakładamy do foremek, które następnie kładziemy na blachę do pieczenia. W masie zanurzamy kawałki czekolady. Blachę z foremkami wkładamy do piekarnika na 30 min.

Wątpię, żebym to jeszcze raz powtórzyła. Jednak w ogóle nie wyobrażam sobie, żebym miała to robić z ciemną kaszą gryczaną. Ale fakt, ja po prostu palonej gryki nie lubię. Ale może ta gorzka czekolada do serniczków z ciemnej kaszy gryczanej by pasowała? Dla odmiany do tej kaszy nie pasowałaby mi skórka z limonki z imbirem ani nawet któraś z tych przypraw z osobna. Jednak Dzieciaki jadły bez marudzenia. Ja – z oporami. Lepiej podchodził mi sernik z przepisu od Zośki, który na skutek roztargnienia wyszedł mi cokolwiek dietetyczny. Ot, po włożeniu blach do pieca zobaczyłam masło, które powinno się w cieście znaleźć. Niby lubię, jak sernik masłem smakuje, ale po tych maślanych pasztecikach to nawet lepiej. I tak obawiam się, że w przyszłym roku będę musiała całą garderobę wymienić na parę numerów większą.

Sernik z przepisu od Zofii K. (z babcinych książek kucharskich)

0.5kg sera białego
20 dag cukru lepiej dać mniej, albo zrezygnować z bakalii
4 jajka
ugotowany ziemniak
1/2 kostki masła
1 łyżka mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
cukier waniliowy
bakalie uznaję tylko rodzynki, ewentualnie skórkę pomarańczową, jeśli ją sobie wcześniej zrobię
Jeżeli masz malakser to wrzucasz masło, cukier, żółtka i wanilię, ziemniak, ma się mieszać aż nie będzie cukru, jeżeli mikserem to w kolejności, do malaksera sera nie musisz mielić, jeżeli mikserem kup ser zmielony i stopniowo dodawaj. potem ubić pianę z białek na sztywną i wmieszać lekko łyżką do ciast. Piec z 175 st. C na złoty kolor. Można na kruchym spodzie, jednak ten przepis do złudzenia przypominał mi ten, z którego piecze moja matka, a u nas nie dawało się nic ani na wierzch ani pod spód, więc i ja tak upiekłam.

Poza sernikami był jeszcze

makowiec japoński

2 szkl. maku ja dałam biały, bo akurat mi został po rogalach pieczonych z okazji 11 listopada – zalać wrzątkiem parę centymetrów ponad poziom maku. Zagotować i gotować ok. 30 min., odcedzić, wystudzić, dwukrotnie zmielić w maszynce do mięsa na najdrobniejszym sicie. Ja z racji posiadania ręcznej maszynki do maku, która się czemuś kiepsko przymocowała do stołu, zmieliłam tylko raz. Zdecydowanie przydałby się ten drugi raz.

50 g masła i pół szklanki miodu roztopić i delikatnie podgrzać. Dodać mieszankę orzechów oraz bakalii wedle uznania: rodzynki, orzechy włoskie, migdały bez skórki, kandyzowana skórka pomarańczowa, brzoskwinie suszone, śliwki suszone – łącznie ważyć powinny ok. 300 g. Wymieszać, podgrzewać przez 1-2 min. nadal mieszając. Przełożyć do naczynia z makiem, dodać aromaty (wedle uznania: rum, sok z cytryny lub z limonki, ekstrakt migdałowy), dokładnie wymieszać. Do masy makowej dodać 4,5 łyżki kaszy manny u mnie orkiszowa, bardzo drobna.

Na tarce o dużych oczkach zetrzeć 2 małe, obrane jabłka (ok. 360 g). Wymieszać je z sokiem z cytryny i 1/4 szkl. płynnego miodu lub cukru dałam miód i chyba trochę stevii w płynie. Starte jabłka wmieszać w masę makową. Następnie dodać do tej masy żółtka z 5 jaj, ubite na sztywną masę a na końcu delikatnie wmieszać pianę z 5 białek. Przełożyć do wysmarowanej masłem małej tortownicy i wyrównać. Ja dałam do keksówki – ale do takiej raczej niskiej i szerokiej… i chyba mała tortownica albo mała kwadratowa forma byłaby lepsza. Piec ok. 40 min. w 175 st. C.

Źródła przepisów:

serniczki gryczane – Pascal kontra Okrasa. 52 kontra 52. Kuchnia Lidla.pl

makowiec japoński –

http://www.kwestiasmaku.com/kuchnia_polska/wigilia/makowiec_japonski_z_jablkami/przepis.html

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s