O literaturze dobrej, choć przygnębiającej

Stanisław Lem dobrym pisarzem nie był. Stanisław Lem był wybitnym pisarzem, bo przecież przewidział wirtualną rzeczywistość wtedy, kiedy się jeszcze ludziom o internecie nie śniło. Przewidział też parę innych rzeczy. Tylko niekoniecznie przewidział, jaki ludzkość zrobi użytek z tych wynalazków. Między innymi o swoim rozczarowaniu postępem technologicznym i użytkiem, jaki ludzie z niego robią traktują jego felietony, pisane w czasach, kiedy już przestał pisać fantastykę.

Lema zaczęłam czytać niedługo po jego śmierci. I jeśli idzie o publicystykę, to tak trochę od końca, bo od zbioru felietonów publikowanych w Tygodniku Powszechnym w latach 2005 i 2006 Rasa drapieżców. Teksty ostatnie. Pamiętam tylko ogólne wrażenie – przygnębiająca to była lektura i tylko na samym końcu lekka odmiana – niedługo przed śmiercią Lem spotkał się wirtualnie ze swoimi wielbicielami zza wschodniej granicy, które to spotkanie przysporzyło mu wiele radości. I pisał o tym tak, że aż przyjemnie się czytało.

Dziś w godzinach wczesnonadrannych skończyłam słuchać Lube czasy, zbiór felietonów drukowanych pierwotnie w Tygodniku Powszechnym ale 10 lat wcześniej. Wspomina w nich Lem swoją wczesną młodość spędzoną we Lwowie, i czasy powojenne, w Krakowie. Miło się tego słuchało, podobnie jak miło się słucha starszych ludzi którzy wspominają swą młodość, a Bóg im talentu do opowiadania nie poskąpił. Z większym jednak skupieniem słuchałam tego, co pisał o świecie współczesnym, o sytuacji politycznej na świecie, o zagrożeniu płynącym z technologii, z inżynierii genetycznej oraz o otaczającej nas coraz bardziej kulturze śmierci. Cieszę się, że tego słuchałam i to w dodatku w interpretacji Rocha Siemianowskiego. Siemianowski zazwyczaj świetnie czyta literaturę lekką, łatwą i przyjemną, ale Lema nie próbował czytać, jakby to była tego typu literatura. Jednak umiał cudownie uśmiechem podkreślić ironię, więc nawet mimo mało radosnego klimatu, udało mu się parę razy wywołać mój uśmiech. Gdybym Lube czasy czytała, chyba mniejszą przyjemność by mi to sprawiło i nie wiem, czy uśmiechałabym się nawet tam, gdzie na ten uśmiech było miejsce.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s