O opierniczaniu się

Jutro z prezentem dla swojej chrześnicy ma przyjść Matka Chrzestna Młodszego Dziecia. Ma przyjść bo Sarasti sama zażyczyła sobie ją widzieć, więc nie ma czegoś takiego, że ktoś tu mi się wprasza, więc ja mam roboty od groma. Mam roboty od groma, bo sama tego chciałam. Robota robotą a tymczasem Sarasti cały dzień się opiernicza.

Opierniczanie w wykonaniu Sarasti wygląda tak:

???????????????????????????????250 g masła utarłam z 3/4 szklanki cukru brązowego. W oryginale była cała szklanka ciemno brązowego cukru, jednak z braku ciemnego (podejrzewam, że chodziło o muscovado) dałam normalny brązowy. Do tego dodałam mieszankę przypraw złożoną z 4 łyżeczek cynamonu, 4 łyżeczek mielonego imbiru, 1,5 łyżeczki mielonych goździków i 1 łyżeczki drobno mielonego pieprzu. Następnie dodałam 1,5 łyżeczki soli, 2 duże jaja, 3/4 szklanki miodu, 1/4 szklanki melasy. Przepis coś mówił o całej szklance melasy, ale wolałam nie ryzykować, już odrobina nadaje specyficzny, lekko metaliczny smak, wolę nie sprawdzać, jak będzie smakowało z całą szklanką. Do tej mieszanki słodyczy dodałam parę kropli stevii w płynie – sama stevia ma nazbyt charakterystyczny smak, ale w pierniczkach, połączona z innymi przyprawami i melasą może zastąpić część cukru, zwłaszcza że podobno jest bezkaloryczna.  Następnie dodawałam stopniowo, po łyżce, 6 szklanek mąki do których wmieszałam 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia i 1 łyżeczkę sody oczyszczonej. Miała być mąka pszenna, ja zastąpiłam część mąką razową orkiszową. Wyrobione ciasto podzieliłam na 3 części, zawinęłam i wrzuciłam na parę godzin do lodówki. Następnie, po kawałku rozwałkowywałam i wycinałam pierniczki i robiłam w nich dziury, żeby móc ewentualnie choinkę w nie ubrać. Przepis stanowił, że mam to piec 20 min. w temp. 180 st. C. Próbowałam się dostosować, więc pierwszą blachę cokolwiek przypaliłam. Wystarczyło piec 15 min. ale najlepiej to co chwilę spoglądać, czy się nie przypalają.

Wystudzone pierniczki lukrowałam, lukrem zrobionym w sposób następujący: 1,25 szklanki cukru pudru utarłam z dwoma białkami, łyżeczką skrobi z tapioki (miałam ją w szafce bardziej pod ręką niż mąkę ziemniaczaną, ale to to drugie było w przepisie) i łyżeczką soku z cytryny na gładką masę.

A teraz już dość opierniczania się. Muszę teraz nieźle zapierniczać, żeby jutro nie wstydzić się przyjąć gości, których sama zaprosiłam.

Źródło przepisu: http://handmadeaga.blog.onet.pl/2007/12/17/piernikowe-ludziki/

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „O opierniczaniu się

  1. Pingback: O pierniczeniu | Jak kura pazurem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s