O miłości

Książek o miłości przeczytałam sporo, w tym kilkadziesiąt harleqinów i trylogię o odcieniach szarości, jednak rzadko która była w stanie przypaść mi do gustu. Wygląda na to, że po prostu romans to niekoniecznie mój ulubiony gatunek literacki. Jak do tej pory nic nie zdetronizowało Wichrowych Wzgórz Emily Bronte, choć wciąż szukam czegoś, co zrobiłoby na mnie w przybliżeniu równie dobre wrażenie. Dobrze, w przybliżeniu równie dobre wrażenie zrobiły na mnie Dziwne losy Jane Eyre Charlotte Bronte. Ale tylko w przybliżeniu. Z powieści współczesnych natomiast spodobała mi się fabularyzowana biografia Marii Callas, Zbyt dumna, zbyt krucha Alfonso Signoriniego, ale tu dużą rolę odegrały też zdjęcia diwy z Onassisem. Tego, jak na siebie patrzyli chyba żadne słowa nie są w stanie oddać.

Kiedyś, dawno temu napaliłam się na Przepiórki w płatkach róży Laury Esquivel, bo film reklamowano jako jedyną prawdziwą historię o miłości. No to przeczytałam tę książkę i jak zwykle kiedy podchodzę do czegoś nazbyt entuzjastycznie, ogromnie się rozczarowałam. Bo co to za uczucie, kiedy amant, z miłości do kobiety, której mieć nie może, poślubia jej siostrę? I niby wiem od dawna, że reklama kłamie, a książki nie powinno oceniać się po okładce, ale właśnie okładka i reklama skłoniły mnie do sięgnięcia po Q. Ponadczasowa historia miłosna Evana Mandery’ego. Gdyby tytuł Q: A Novel został przetłumaczony dosłownie, to może bym się nie skusiła na lekturę. Może nie skusiłabym się, gdyby nie omówienie:

Na krótko przed planowanym ślubem z Q główny bohater spotyka samego siebie – ale starszego i doświadczonego. Tajemniczy gość udowadnia, że mające się wkrótce rozpocząć małżeństwo będzie początkiem lawiny nieszczęść… A to jedynie punkt wyjścia dla tej niezwykłej historii miłosnej. Tutaj przyszłość dynamicznie wchodzi w zakręty i zawiedziony, próbujący wypełnić ziejącą w duszy pustkę kochanek zmuszony jest do nieustannych zmian w swoim życiu, aby za nią nadążyć. Pośród mnóstwa zmiennych i nietrafionych decyzji jedyną stałą i punktem oparcia jest jego miłość do Q.

Samo streszczenie już jakby nie do końca prawdę mówi, więc czytając książkę momentami miałam wrażenie, że chyba nie tę samą powieść czytam, co autor(ka) blurba. Dalsza część zapowiedzi książki także zachęca do poczytania:

Evan Mandery stawia na głowie tradycyjną opowieść o miłości, dając upust swojej pisarskiej finezji i niezwykłej elokwencji. Ta szalona, mądra i zabawna książka łączy elegancką satyrę z sentymentalną magią chwytającej za serce i wyciskającej łzy historii.

Może ja się nie znam na literaturze, ale w tej powieści nie jestem w stanie dostrzec pisarskiej finezji ani żadnej niezwykłej elokwencji. Chyba ze za przejaw takowej uznać fragmenty alternatywnej biografii Freuda, którą pisze bohater książki, a w dalszej części krytykuje starsza wersja tegoż bohatera.

Reklamy i zapowiedzi to jedno, a oto co ja wyczytałam w rzeczonej powieści: główny bohater to nauczyciel i kiepski pisarz a poza tym dupek i nieudacznik. Spotyka go niebywałe szczęście – poznaje kobietę swojego życia: nie tylko piękną, mądrą i dowcipną, ale – co najważniejsze – z którą odnajduje wspólny język. Tworzą cudowną parę i nawet różnice majątkowe i społeczne nie są w stanie ich rozdzielić. Rozdziela ich możliwość podróżowania w czasie i wersja bohatera z przyszłości, który do tego stopnia nie może się pogodzić z tragedią, jaka ich spotka jakiś czas po ślubie, że postanawia zmienić swoją przyszłość i nie dopuścić do ślubu z ukochaną kobietą. Decyzja ta, jak się łatwo domyślić, okazuje się z gruntu chybiona.

Dostrzegałam w powieści momenty, o których uważałam, że chyba powinnam się śmiać… ale jakoś mnie nie bawiły. Cóż, może mam poczucie humoru odmienne od autora. Mądrości w tej książce dostrzegam zaś tyle, co u Paulo Coehlo – czyli nie widzę w niej nic odkrywczego. Nawet z pomysłem podróży w czasie, by nie dopuścić do przyszłych nieszczęść już się kiedyś zetknęłam. I chyba wolałabym przeczytać tę powieść tak, jak mogła by się potoczyć bez podróży w czasie, czyli bohater poślubia swoją wybrankę, dotyka ich nieszczęście, przed którym chciał się ustrzec, podróżując w czasie i nie dopuszczając do swojego ślubu i razem z ukochaną stawiają temu nieszczęściu czoła. To byłoby o takiej prawdziwej miłości, która z każdej próby potrafi wyjść zwycięsko. Ewentualnie o takiej płytkiej, którą pierwsze przeciwności potrafią zabić. Może i też nie byłoby to szczególnie oryginalne, ale – dobrze napisaną – mogłabym uznać za piękną i mądrą historię miłosną. A tak to po raz kolejny się rozczarowałam.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O miłości

  1. anna pisze:

    Za książkami o miłości nie przepadam, choć zdarza mi się od czasu do czasu przeczytać dla zresetowania mózgu. 🙂 🙂

    • jukkasarasti pisze:

      Ja niby też. I chyba dlatego tak trudno jest mi znaleźć jakąś, która by mnie zachwyciła. Czasem zachwycają mnie drugoplanowe wątki miłosne w powieściach, które z żadnej strony romansami nie są.

      • anna pisze:

        To tak jak mnie. Ale czasami dobrze też romans przeczytać, dobrze działa na zatoki, człowiek popłacze, oczyści się. 😉 🙂

  2. jukkasarasti pisze:

    Tobie na zatoki, mnie na suche oczy. Lepiej naturalnie nawilżać niż kropelkami 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s