O rocznicach III

Dziś przypada 113. rocznica śmierci jednego z moich najulubieńszych pisarzy – Oscara Wilde’a.

Rzadko oglądam ekranizację czy adaptację powieści nie znając literackiego pierwowzoru, jednak moja miłość do Wilde’a rozpoczęła się właśnie od filmu. Konkretnie od Portretu Doriana Graya. Były to czasy bardzo dawne, kiedy jeszcze literatura jakakolwiek to było dla mnie zło konieczne, a i nazwiska reżyserów filmowych niewiele mnie obchodziły. Zapamiętałam wówczas jedną scenę: Dorian patrzy na swój portret, a z palców portretu zaczyna spływać krew. Nawet nie wiem, czy wówczas cały film widziałam, tytuł powiedziała mi koleżanka, bo jak oglądałam to nawet nie wiedziałam co oglądam. Widać weszłam w trakcie. Zarówno tę scenę, jak i tytuł zapamiętałam na długo. Kiedy już byłam uzależniona od książek zakupiłam Portret… kiedy tylko zobaczyłam go w księgarni i miałam przy sobie pieniądze. Przeczytałam i… zakochałam się. Nie tylko treść mnie ujęła ale i forma. Trudno powiedzieć co bardziej, bo w twórczości Wilde’a liczy się zarówno jedno jak i drugie.

Po lekturze Portretu Doraiana Graya wiedziałam już, że to dopiero początek. Z czasem przekonałam się, że ten początek miał miejsce już wcześniej – kiedyś matka opowiadała mi sztukę o jednym lordzie, któremu chiromanta przepowiedział, że kogoś zabije. Lord pragnąc aby najgorsze stało się jeszcze przed zbliżającym się ślubem szukał ofiary, aż w końcu… no dobra, spojlerów nie będę uskuteczniać, może ktoś nie zna. W każdym razie zgłębiając twórczość Wilde’a zorientowałam się, że sztuka, którą opowiadała mi matka, powstała na podstawie opowiadania Zbrodnia sir Artura Savile’a. Nie było to jednak jedyne opowiadanie Wilde’a , jakie znałam, gdyż z Upiorem z Canterville też miałam do czynienia już wcześniej. Lubię oba te opowiadania, jednak żadne z nich nie byłoby w stanie samo z siebie zainteresować mnie autorem. A Oscar Wilde był człowiekiem co najmniej tak samo interesującym, jak jego dzieła. Dlatego też oprócz książek jego autorstwa czytywałam też jego biografie. Konkretnie dwie: Król życia – Jana Parandowskiego oraz Biedny Oskar czyli dwa razy o miłości Anny Bojarskiej. Ta pierwsza dobra. Przynajmniej tak ją zapamiętałam, ale czytałam dawno, dawno temu. Tę drugą można sobie darować. Właściwie to nawet nie biografia, tylko opis romansu Wilde’a z Alfredem Douglasam, który to romans Wilde przypłacił pobytem w więzieniu. Bojarska opisuje romans ten z perspektywy każdego kochanka z osobna. Dzięki lekturze obu tych książek wiem, że najprawdopodobniej nie sięgnę po wybór listów Wilde’a. Listów pochodzących zarówno z czasów, kiedy brylował na salonach, jak i z ostatnich lat życia, kiedy prosił przyjaciół o wsparcie finansowe i Douglasa o spotkania. Wystarczy mi znajomość biografii, nie potrzebuję czytać, jak pisarz, którego cenię za cenne obserwacje życia wyższych sfer. Generalnie nie jestem fanką publikowania cudzej korespondencji, bez względu na jej wartość artystyczną.Wyjątek od mojego unikania czytania cudzych listów stanowi De Profundis – list pisany przez Wilde’a do lorda Douglasa podczas pobytu w więzieniu, o ile mnie pamięć nie myli nigdy nie dostarczony adresatowi. Jeśli tak, to może i dobrze, bo adresat z pewnością na tak piękne listy nie zasługiwał.

Do tej pory nie przeczytałam żadnej ze sztuk Wilde’a i nawet nie pamiętam, czy którąkolwiek widziałam. Ale chyba sztukę to przeczytam, jeśli mi sama przed oczy się nasunie, gdyż jakoś tak średnio lubię czytanie dramatów… nawet jeśli są to komedie. Niby za poezją też nie przepadam, ale Balladę o więzieniu w Reading jednak przeczytać bym chciała. I może jeszcze posłuchać w dobrej interpretacji.

Jednak poza sztukami i wierszami, których nie znam, powieściami, z których znam połowę (czyli tylko jedną),  Wilde był także autorem bajek. Zaprawdę piękne to bajki, ale zdecydowanie nie czytałabym ich dzieciom, nawet gdyby moje lubiły, żeby im czytać. Kiedyś uważałam, że baśnie Andersena są depresyjne, jednak w porównaniu z Wildem Andersen zdaje się być wesołkiem. Baśnie Wilde’a ukazują, że nie tylko wybitym pisarzem on był i umiał posługiwać się słowem jak mało kto przed i po nim, ale też że był bardzo dobrym obserwatorem rzeczywistości. Zwłaszcza jej ciemnych stron. Czytając te bajki chciałoby się powiedzieć: życie to nie bajka… i całe szczęście. Niestety, bajki Wilde’a to samo życie.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s