O Teleszyńkim

Lubię Leszka Teleszyńskiego. Nie, nie będę się upierać, że jest wybitnym aktorem, bo nie jest. Jest dobrym aktorem. Wystarczająco dobrym, by z całego Potopu uczynić moim ulubionym bohaterem Bogusia Radziwiłła. Nie pamiętam jak tę postać odbierałam w książce, ale w filmie to zdecydowanie nie był Bogusław tylko właśnie Boguś – taki wymuskany dandys, co do broń nosi tylko od parady. I właśnie dla tego Bogusia Potop oglądam z przyjemnością, bo ani Olbrychski ani tym bardziej Braunek mojego zachwytu wzbudzić nie są w stanie. Fabuła tym bardziej.

Podobnie jak wybitnym aktorem, tak też i wybitnym lektorem Teleszyński nie jest. Jednak z przyjemnością sięgam po książki przez niego czytane. Zawsze czyta w ten sam sposób – jakby był nieco zmęczony. I do niektórych książek właśnie ta maniera pasuje idealnie. Idealnie na przykład podkreśla oniryczny klimat powieści Stefana Grabińskiego Cień Bafometa. Tak, gdybym tę książkę miała czytać, uznałabym, że klimat jest senny, tak senny, że aż zasnąć można. Ale właśnie te fragmenty, które by mnie uśpiły w trakcie lektury, w interpretacji Teleszyńskiego sprawiały, że czułam się jakbym się w innej rzeczywistości znalazła.

Podobnie ten nieco zmęczony głos Teleszyńskiego ładnie komponuje się z ciężkim klimatem powieści Henninga Mankella O krok. Kryminał to generalnie niekoniecznie mój ulubiony gatunek literacki. Kryminał skandynawski szczególnie mnie nie pociąga. O krok to chyba trzecia powieść Mankella, z jaką mam do czynienia. Przeczytałam tylko jedną i chyba więcej nie przeczytam. Drugą, podobnie jak i tę – przesłuchałam. Nie tylko za kryminałami nie przepadam, literatura obyczajowa też zdecydowanie mnie nie fascynuje, a w powieściach Mankella tyle samo kryminału co powieści obyczajowej. Nie wiem, czy to jakieś pocieszenie, że w Szwecji wcale nie jest dużo lepiej niż u nas, tylko zdecydowanie inaczej. I że generalnie wszędzie w tzw. cywilizowanym świecie społeczeństwo się coraz bardziej rozwarstwia i coraz więcej jest wkurzonych wykluczonych. Kurt Wallander też jakoś nie budzi mojej sympatii. Mimo, iż jego śledztwa kończą się zawsze sukcesem (bo kto by chciał czytać o stróżu prawa – nieudaczniku, wszak takich wszędzie sporo), to jego ciągłe zmęczenie współgra z moim, a w końcu mnie audiobooki mają dopingować do pracy a nie usypiać. Jednak pominąwszy moje osobiste antypatie, O krok dobrym kryminałem jest. Podobnie jak inne Mankella. Brak w powieściach jakiegoś schematu, który po przeczytaniu jednej, pozostałe czyniłby przewidywalnymi. Cudownie jest wiedzieć prawie od razu kto morduje, dziwić się, że policja na to nie wpadła, skoro to takie proste… by po pewnym czasie zorientować się, że to szwedzka policja jest mądra, a nie czytelnik. I jednak, przy całej mojej fascynacji psychopatami, podoba mi się, że mordercy u Mankella są równie banalni jak Wallander. Przynajmniej nie stają się idolami młodzieży.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s