O zagospodarowywaniu

Mieszkałam sobie kiedyś w dużym (oczywiście jak na polskie realia, ale w innych i tak nie mieszkałam, więc jednak w dużym) mieście. Nawet byłam z nim związana i nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mieszkać gdzie indziej. W sumie do tej pory jestem związana z rodzinnym miastem, bo nadal jestem tam zatrudniona, więc niby teoretycznie wciąż mam gdzie wrócić. Ale nie chcę, ponieważ jakiś czas temu władze mojego rodzinnego miasta postanowiły je wypromować. Nie ukrywam – udało im się to. Co jak dla mnie ma ten skutek, że przestrzenie, które ceniłam, jako mało uczęszczane zostały zagospodarowane i stały się nazbyt ludne żeby Sarasti mogła się tam udawać na samotne spacery.

Kierując się głosem serca (ładnie brzmi, prawda?) przeprowadziłam się do Małżonka do już cokolwiek mniejszego miasta. No i mieszkam sobie w mieszkaniu na takim ładnym osiedlu, co to ma kolorowe bloki, dużo placów zabaw dla dzieci, boiska, na których prawie nikt w nic nie gra oraz małą rzeczkę, nad którą można chodzić karmić kaczki. Po drugiej stronie rzeczki są ogródki działkowe. Pomiędzy rzeczką a ogródkami jest ładny niezagospodarowany teren – czyli mówiąc po ludzku chaszcze. Kiedy już, ze względu na aurę, place zabaw nie nadają się do wykorzystywania ich zgodnie z przeznaczeniem, zabieram Dzieci na spacer w te chaszcze. Czyli najpierw idziemy na mostek karmić kaczki, następnie, jak już chleb się skończy, przekraczamy mostek i wracamy do dom drugą stroną rzeczki. Chyba tylko ja jestem tak dowcipną matką, że zabieram tam małoletnie, inni ludzie chodzą w te chaszcze z psami. I dobrze, że chodzą tam, bo to jest jedyne miejsce, gdzie nie przeszkadza mi, jeśli się po psie nie posprząta. No i tam można te psy spuścić z uwięzi, niech sobie pobiegają. Moje Młode psów się nie boją a z kolei takie wybiegane psy to i mniej agresywne, więc jest dobrze. Szkoda tylko, że odcinek między mostkiem, na którym karmię kaczki a mostkiem, przez który przechodzę, by już wrócić do domu, jest tak bardzo krótki, że spacer łącznie trwa niecałe pół godziny. Jednak przez ten krótki czas nie muszę się bać, że któreś z moich mocno żywych dzieci poleci twarzą do rzeczki. Rzeczka to wprawdzie tylko malutki strumyczek, taki co to i przeskoczyć by się go chyba dało, ale jak się stoczyć do niego z górki i polecieć twarzą w dół to efekt taki sam, jak skoczyć z mostu do Wisły. Samochody też tam nie jeżdżą, no i generalnie zieleń jest, więc jest pięknie… Ale już nie długo.

Ostatnio przyszło do nas zaproszenie na konsultacje jak zagospodarować tereny nad rzeczką, albowiem inwestor jest, pasaż spacerowo-rowerowy chce robić i jest na tyle wspaniałomyślny, że chce, żeby to mieszkańcy się wypowiedzieli czy chcą na terenie leżącym wokół pasażu place zabaw, boiska do siatkówki plażowej, stoliczki do gry w szachy i warcaby czy napowietrzną siłownię (cokolwiek to oznacza), która będzie służyła seniorom. Cóż, w szachy nie gram, choć jeszcze za moich młodych lat mówili mi, że powinnam, bo mam refleks szachisty, ale nawet gdybym grała to chyba nie przy dzieciach, bo bo trzeba kogoś zatrudnić do szukania pionków po najbliższej okolicy. Placów zabaw na naszym osiedlu dostatek i nawet nieźle wyposażone. Owszem, na najbliższym przydałaby się jeszcze jedna huśtawka, ale jakoś gospodarz placu zabaw pozostaje głuchy na te sugestie mieszkańców. Boisk także ci u nas dostatek, nawet w mojej ulubionej dzikiej części widać dwie bramki, czyli znać, że coś tam było ale z rzadka widuję, żeby ktoś na nich w coś grał. O siłowni dla seniorów się nie wypowiadam, bo może faktycznie by korzystali? Jednak zastanawiam się, gdzie te psy będą załatwiać swoje potrzeby. Pewnie tam, gdzie większość to robi… a skoro właścicieli nijak zmusić się nie da do sprzątania po pupilach (jak dotąd tylko raz widziałam takich, co po swoim sprzątnęli), to tym bardziej ostrożnie trzeba będzie chodzić. Zastanawiam się, czy skorzystać z zaproszenia i posłuchać co mieszkańcy mają do zaproponowania. Bo jeśli ja się wyrwę z tym, że najlepiej to nic nie zmieniać, tudzież ulepszyć istniejące place zabaw i odnowić istniejące boiska, ewentualnie przystosowując jedno czy dwa z nich do siatkówki plażowej, to pewnie się okaże, że ja aspołeczna jestem, bo budowa takiego pasażu to przecież miejsca pracy, a tu o pracę bardzo trudno, no i jako matce mocno małoletnich dzieci powinno mi zależeć żeby potomstwo miało co robić w wolnym czasie czyli żeby móc potomstwu ten czas jakoś zagospodarować. Bo kto to widział, żeby dzieć w wolnym czasie po prostu brykał sobie po dzikiej ścieżce? No, ja może aż takiej samowoli nie widziałam, ale widziałam jak w wolnym czasie dzieci grały w siatkówkę gdzie za siatkę robił trzepak między dwoma śmietnikami, a jak towarzystwa do siatki było mało, to po prostu siedziały te dzieci na trzepaku i albo gadały albo ćwiczyły fikołki. Nie, ja nie tylko to widziałam, ja nawet brałam w tym udział. Bo tamtymi czasy prawie nikt nie myślał o zagospodarowywaniu czasu i przestrzeni dzieciom. Dzieci same umiały się o to zatroszczyć.

Chyba jednak aż tak narzekać nie powinnam. Zdarza mi się bywać na jednym strzeżonym osiedlu. Tam jakby nikt się nie troszczy o przestrzeń publiczną. Plac zabaw jest jeden (osiedle małe, więc w sumie więcej nie potrzeba) i składa się na niego mikroskopijna piaskownica, jakaś huśtawka i chyba karuzela. I w sumie prawie nigdy nie widziałam, żeby się tam dzieci bawiły. No, ale może ja w niewłaściwych porach tam bywam? Nie wiem. W każdym razie tuż obok tego placu zabaw jest fitness, więc jak mniemam (choć być może niesłusznie) to tam szaleje osiedlowa młodzież. Albo uczęszcza na zajęcia lingwistyczne, sportowe czy jakie tam inne. Oczywiście o teren wokół osiedla nikt nie zadbał, więc jak sobie idę z autobusu na to osiedle, to muszę na buty uważać, gdyż droga niekoniecznie nadaje się dla pieszych. Bo i po co, skoro mieszkańcy dojeżdżają do swoich domostw samochodami? Pacjenci doktorów którzy tam praktykują pewnie też. Więc może rzeczywiście dla jednej niezmotoryzowanej Sarasti nie ma co się szarpać na sensowny chodnik? Kiedy mijam inne zamknięte osiedla (acz już bez przekraczania ich bram, więc może pewne rzeczy tam są ale ukryte dla postronnych) to jakoś nie zauważam tam drzew czy placów zabaw. Więc w sumie chyba nie jest tak źle na tym moim niezamkniętym osiedlu? Może przejdę się na to spotkanie choćby po to, żeby zasugerować, żeby teren uczynić przyjaznym dla niepełnosprawnych? Bo jakoś trudno mi wyobrazić sobie siebie podróżującą na wózku po moim osiedlu. A nikt mi nie zagwarantuje, że za czas dłuższy lub krótszy na takowym nie usiądę.

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „O zagospodarowywaniu

  1. anula pisze:

    khem.. ostatnie dwa zdania najchętniej bym wyorbitowała 😉
    Serdeczności !
    anula;)

  2. jukkasarasti pisze:

    Nie mogę ich wyorbitować. Muszę pamiętać, co może się stać, jeśli nie będę odpowiednio o siebie dbała. No i właśnie, ledwie zobaczyłam się z neuro, znów noga dała o sobie znać… jakby nie mogła parę dni wcześniej :/
    A tak w ogóle to miło Cię tu widzieć 🙂

  3. anula pisze:

    Jestem tu jestem…Śledziłam Twoje przygotowania do Wizytacji ..Heh! Twoje…Kury mi piały 🙂 ,ale jakoś…wiedziałam,że dasz radę !
    A jak chodzi o LDN.. spróbuj – zaszkodzić nie zaszkodzi…raczej 🙂
    Do miłego Jukka!

    • jukkasarasti pisze:

      Z LDNem to jest tak, że na razie czekam, aż mój neuro do tego dojrzeje. Bo z nim rzecz ma się tak, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że i tak się z nim jeszcze spotkam na jego terenie, więc wolę recepty mieć jednak od niego. Jenak jeśli dostanę rzutu, którego bez sterydów nie da się zgasić, to chyba bez względu na to, kto mi receptę wypisze – postaram się o nią.
      Do miłego 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s