O młodzieńczych fascynacjach

Gdy byłam piękna i bardzo młoda miałam alergię na słowo pisane. Nie wiem dlaczego. Po prostu odrzucało mnie od tego i już. W każdym razie gdy byłam już młoda, choć nie tak bardzo, czyli – na dzisiejszą terminologię – w wieku gimnazjalnym, zaczęłam czytać Tomka w Krainie Kangurów Alfreda Szklarskiego. Wszystkie Tomki przeczytałam… i już byłam uzależniona od czytania. Ale to nie seria o Tomku Wilmowskim była moją pierwszą fascynacją. Większe wrażenie wywarła na mnie Trylogia Indiańska Złoto Gór Czarnych – pierwszy tom głównie przygodowy, trzeci to już opis ostatnich walk wolnych Indian Północnoamerykańskich. Później, wciąż w klimatach indiańskich, była Gwiazda Mohawka Sławomira Brala, parę westernów, których tytułów nie pomnę… no i oczywiście Karol May. Tego ostatniego nie za dużo się naczytałam, bo tymczasem przyszła inna fascynacja (zdaje się była to II wojna światowa). Karol May to jednak już nie było to samo co Szklarski – ten drugi w swojej trylogii, a zwłaszcza w trzecim tomie opisał autentycznych wodzów indiańskich i autentyczne bitwy jakie ci stoczyli z białymi. Twórczość Maja zaś to zwykła, mocno wyidealizowana fantazja. Gdyby w Ameryce Północnej więcej było takich Niemców, jak ci opisywani w powieściach o Winnetou, to z pewnością Indianie dziś nie stanowili by mniejszości etnicznej na swych dawnych ziemiach.

Ponieważ do jakiegoś czasu z niepokojem widzę, jak kurczy mi się ilość nieprzesłuchanych audiobooków, sięgam to takie, które swojego czasu w ramach wymiany, sprezentowała mi znajoma. Wśród tych książek do słuchania znalazłam ostatnio Króla naftowego Maja. Czyta: Roch Siemianowski. O tym, że Siemianowski należy do moich ulubionych lektorów pewnie już nie raz pisałam. Tym razem… znów się nie zawiodłam, bo nie wiem, czy ktoś równie dobrze jak on czyta powieści przygodowe. Kiedy w młodości czytywałam Maja nie zwracałam uwagi, jak bardzo idiotyczne dialogi pisze. Cóż, nieoczytana zupełnie wówczas byłam… Tak, to chyba wystarczająco dobre tłumaczenie… Chociaż, do tej pory czasami idiotyzm tekstu jestem w stanie dostrzec dopiero, gdy go usłyszę. Te rozmowy o prawdziwych westmanach i greenhornach, to yes czy well na końcu wypowiedzi – w ustach Siemianowskiego brzmią cudownie. Podobnie jak chichot Sama Hawkinsa. Tego się po prostu nie da przeczytać poważnie, więc czytane jest tak, by podkreślić komizm… albo przynajmniej ja to tak postrzegam. Tak, po latach zdecydowanie inaczej się patrzy na to, co interesowało w okresie szczenięcym. Dobrze, jak nadal potrafi dostrzec się w tym powód do radości. A że inny niż wówczas… to też chyba dobrze.

A tak swoją drogą ciekawa jestem, jakie wrażenie dziś robi (o ile go w ogóle czytają) na młodzieży w wieku gimnazjalnym twórczość Karola Maja.

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s