O soku z aronii

Sok z aronii to samo zdrowie. Podobno. Na pewno aronia jest dobra na odchudzanie: jak się zje parę deko owoców język drętwieje i na czas dłuższy odechciewa się jedzenia wszelkiego. Tylko że po paru dniach jedzenia aronii już patrzeć na nią nie można, bo jednak same owoce do najsmaczniejszych nie należą. Soku dotychczas z nich nie robiłam, bo chciałam dzieciom oszczędzić tego papierosowego dymu, którym czuć owoce. Tymczasem na forum zdemielinizowanych dowiedziałam się, że żeby się pozbyć goryczki należy owoce na parę dni zamrozić i dopiero potem robić z nich sok. No to dziś/wczoraj rozmroziłam pierwszy woreczek owoców i zrobiłam sok. Dosłodziłam go cokolwiek ksylitolem, bo co ma mi pleśnieć w piwnicy i po co dzieciaki kwaśny mają pić. Jutro się okaże, czy smaczny. Jeśli tak, to – o ile będą – w sobotę znów kupię na targu parę kilo. W końcu zimę jakoś trzeba przeżyć w zdrowiu, bo mnie nie wolno się przeziębiać a i w dzieciakach trzeba zaszczepić dobre nawyki żywieniowe.

Zasadniczo w trakcie robienia soków nie czytam. Boję się, że jak mnie książka wciągnie, to się zapomnę i sokownik spalę. Czyli – jak zwykle – słucham książki. Tym razem powróciłam do słuchanego już kiedyś Kongresu futurologicznego Lema. Czyta: Adam Ferency. Tak, tu zadecydował lektor, po ostatnim audiobooku w jego interpretacji, zapragnęłam więcej. Pod wpływem lektury jednego bloga o książkach przypomniałam sobie, że audiobooki z kolekcji GW Mistrzowie Słowa słuchane były dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nie byłam gospodynią domową, co oznacza, że warto by je sobie odświeżyć. Oczywiście nie wszystkie, jednak z całą pewnością Lema warto było. Ryzykownego pomysłu Dąbały dobrze się słuchało li tylko z uwagi na lektora, Kongres futurologiczny to już wspaniała książka we wspaniałej interpretacji. Niby powieść pełna humoru i cudownego słowotwórstwa, jednak przede wszystkim to antyutopia. Dość przerażająca antyutopia wziąwszy pod uwagę, że Lem już parę rzeczy/zjawisk, jak choćby internet, przewidział. Chociaż, czy taki świat, jaki opisał byłby rzeczywiście straszny dla zamieszkujących go, nie wtajemniczonych mieszkańców? Chyba niewiele gorszy niż Nowy wspaniały świat Huxleya. W końcu – jak powiadają – czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s