O dobru

Poszłam sobie w sobotę na targ, a tam dobro, samo dobro. Tyle tego dobra było, że aż musiałam zadzwonić po Mężnego, żeby ubierał Potomstwo (bo przecież samego w domu nie zostawi), pakował je do samochodu i przyjeżdżał po mnie, bo ja sama tego dobra, co go nakupiłam do domu nie dotargam. Siły mi nie staje, a i rąk niewystarczająca ilość.

Zakupiłam więc parę kilo jabłek na jabola dla Potomstwa, bo kokosów nie było i zaczęłam się obawiać, że mi dzieci z pragnienia padną… przy flaszkach pełnych czystej. Oprócz tego: pigwy, żurawiny, maliny, aronia, świeże masło prosto od baby… i cotygodniowy standard: mleko z mlekomatu, jaja ze wsi, chrupiąca gryka, No a w domu przerób dobra surowego na dobro przetworzone. Więc w piwnicy już cztery butelki soku z mażur*, słoiczek dżemu żurawinowego (chyba przesadziłam z cukrem i do pasztetu tudzież pieczonej piersi z indyka średnio się nada), aronia się mrozi, bo powiadają, że tak trzeba żeby sok nie był gorzki, jabłka i pigwy czekają na przerób. Mam nadzieję, że pigwa przeżyje do wieczora… bo to takie słabe, rachitycznie, nie pryskane. A dobrze by było zrobić sobie konfiturę z tego, żeby mieć jako bakalie do noworocznego keksu.

Przy tak dużej ilości dobra zdawać by się mogło, że do pełni szczęście potrzeba tylko seksu. Dużo seksu. I to nie z byle kim. Chcąc więc osiągnąć tę pełnię szczęścia sięgnęłam po audiobooka: Życie erotyczne dyktatorów autorstwa Nigela Cawthorne’a w interpretacji Niewiadomokogo. I tu przedobrzyłam. Co do interpretacji – nie dziwię się, że czytający nie przedstawia się ani na początku ani na końcu książki… bo właściwie to pisząc o interpretacji trochę przesadziłam, książka czytana była jak sprawozdanie z posiedzenia Sejmu albo coś równie fascynującego… A przecież życie erotyczne dyktatorów było bardzo fascynujące. Dla dyktatorów. Czytanie czy słuchanie o takich rzeczach jawi mi się równie interesujące jak lektura Pięćdziesięciu twarzy Greya. Nasuwa się pytanie – po co w takim razie sięgam po takie lektury. W przypadku pozycji pani Leonard odpowiedź była prosta i oczywista: dla pocałunku w rękę, który Naczelny obiecał za recenzję. Recka powstała, Naczelny wirtualnie wirtualną rękę ucałował. Tak więc jakaś satysfakcja z lektury była. Ale jeśli miałabym sobie odpowiedzieć na pytanie: po co sięgałam po Życie erotyczne dyktatorów, odpowiedź brzmi: nie wiem. Więc skoro mam te dziury na mózgu, to niech się na coś przydadzą, na nie zwalę winę. Tak, to przez te dziury na mózgu sięgam po podejrzane audiobooki. Podejrzane o to, że mnie wynudzą. A skoro te dziury mam, mieć będę i najprawdopodobniej będą się powiększać, nawet nie mogę napisać: ale to się już więcej nie powtórzy. Bo może. Ale skoro w temacie jest dobro, to na zakończenie coś, co mi się ładnie kojarzy z Życiem erotycznym dyktatorów, a konkretnie jednego, jak to czytał Niewiadomokto: Żuana Perona. I nie, to nie będzie oryginał, ani co gorsza nieoryginalne wykonanie Madonny, ale jedyna interpretacja tej piosenki, którą uważam za wartą słuchania:

 

*malina z żurawiną

Advertisements

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s