O hodowaniu słoniny

Kiedy nie pomagają żadne psychotropy, wracam do środków chwilowo poprawiających nastrój, które oczywiście na dłuższą metę mogą przyprawić o większy dołek. Ale skoro na regularną gimnastykę mnie nie stać czasowo czy raczej przy dwójce podopiecznych nie mam na to już sił, to dosładzam sobie życie. Na przykład muffinami czekoladowymi.

Muffiny czekoladowe (12 szt.)

85 g lekko gorzkiej czekolady (z nielekko gorzką wychodzą bardziej konkretne w smaku) stopić ze 150 g masła. Przepis podaje, że w kąpieli wodnej, ja topiłam normalnie na patelni i też wyszło dobre. Tylko trzeba bardzo uważać, żeby nie przypalić.

160 g mąki wymieszać z łyżeczką proszku do pieczenia. Jeśli ktoś uważa, że proszki do pieczenia to samo zuo i niedobro bo to fosforany czy coś takiego, to sobie zawsze może zakupić na alledrogo tudzież innym portalu aukcyjnym (bo w sklepach ze zdrową żywnością to o to trochę trudniej) proszek do pieczenia z kamienia winnego. Na nim też ładnie ciasto wyrasta. I wyrzuty sumienia, że coś takiego dzieciom podaję już nieco mniejsze. Bo wprawdzie to słodycze, ale przynajmniej chemię ograniczam.

5 jaj ubić ze 160 g cukru (nic nie piszą, jakiego ma być koloru ma być ten cukier, ale ja i tak nie używam białego więc pozostaje tylko wybór między demerarą a muscowado, był demerara), esencją waniliową (dobra, było, że miąższem z 1 laski wanilii ale tego akurat nie posiadałam) i szczyptą soli na pulchną masę. Można też dodać trochę soku z cytryny – ładnie później reaguje z proszkiem do pieczenia i ciasto ładniej rośnie. Ubitą masę szybko połączyć z mąką, do tego dodać masę czekoladową i wszystko razem dokładnie wymieszać. Następnie przelać do wysmarowanych tłuszczem zagłębień blachy na muffiny. Dopóki nie zakupiłam pokrytych porcelaną blach, to bez względu na to, czy w przepisie były papilotki czy nie to i tak wszystko w papilotkach robiłam, teraz już debiutowałam muffinami bez papilotek i dobrze wyszło. Piec w temp. 180 st. C  ok. 20 min. Po upieczeniu 5 min. zostawić w blasze po czym wyjąć.

Przepis traktował coś o tym, że ozdobić jeszcze kuwerturą z białej i ciemnej czekolady, ale to akurat uznałam za zbędne. Po wystudzeniu przekrajałam muffiny i smarowałam grubą warstwą serka mascarpone. Bez dodatków. Nie wiem, czy są smaczniejsze niż by były z kuwerturami, niewątpliwie mniej słodkie. Więc i tej słoniny troszkę mniej wyhoduję.

Źródło przepisu

Książka Muffiny… ta sama, co zwykle

Reklamy

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „O hodowaniu słoniny

  1. Pingback: Róże (nie tylko dla) Mężczyzny | Jak kura pazurem…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s