O soku brzoskwiniowym

Sok z brzoskwiń robi się zdecydowanie mniej przyjemnie niż sok z malin. Brzoskwinie należy najpierw sparzyć, obrać i wydrylować i dopiero po tych zabiegach wrzucić do sokownika, co łącznie zajmuje trochę czasu. Jeśli brzoskwinie obiera się smażąc jednocześnie naleśniki, praca ta zajmuje jeszcze więcej czasu. Ale przynajmniej rano oprócz soku jest śniadanie.

Jakby kogoś interesowały naleśniki by JukkaSarasti, to składają się one z 2 jaj, pół litra mleka z mlekomatu (czasem z plastiku też, choć staram się, żeby ten plastik był jednak wypełniony mlekiem z mlekomatu a nie z supermarketu), pół litra wody mineralnej lekko gazowanej, 2 szklanek mąki pszennej białej i 2 szklanek mąki orkiszowej ciemnej. Zdarzają się inne kombinacje mąk, ale ww. przeważa. Smażone są na patelni naleśnikowej, porcelanowej, na maśle. Klarowanym. Grube wychodzą, nawet nieco grubsze niż bym chciała, ale dzięki temu jest ich mniej więc proces smażenia trwa krócej.

Tak sobie smażąc, wyparzając i obierając odbyłam jednocześnie podróż do Afryki z pierwszej połowy ubiegłego wieku. Afryki takiej, jaką ją widziała Karen Blixen i opisała w książce Cienie na trawie. Głosu autorce użyczyła (bo Cienie… to wspomnienia czyli lektor niejako wciela się w autora) Halina Łabonarska. Dobra interpretacja. Bez fajerwerków. I słusznie, bo byłyby one zupełnie zbędne. Trochę głupio, że zapoznawanie się ze wspomnieniami Karen Blixen zaczęłam od drugiej ich części, ale pewnie niedługo to nadrobię. Owszem Pożegnanie z Afryką widziałam… w kinie ponad 20 lat temu. Stanowczo zbyt dawno, by pamiętać cokolwiek z wyjątkiem Maryl Streep i Roberta Retforda. Obrazy, jakie mi podsuwała wyobraźnia podczas słuchania audiobooka pochodziły już raczej z filmu Duch i Mrok, czyli piękne obrazy to były. Sama książka też piękna. Mieszkańcy Afryki widziani nie jako dzikusy, prymitywy, których Europa uszczęśliwia swoimi inwestycjami, ale jako ludzie. Inni niż Europejczycy, szczęśliwsi bez ich nowinek cywilizacyjnych. Inni ale nie gorsi. Urzeka też podejście autorki do przyrody i wynikający z niego szacunek myśliwego do upolowanej zwierzyny. Robi wrażenie także relacja Blixen z lokajem Farahem, jakże różna od relacji Lorda Darlingtona i Stevensa z Okruchów dnia Kazuo Ishiguro. Nie wiem dlaczego mam akurat takie skojarzenia… Pewnie dlatego, że żaden lokaj nie utkwił mi tak w pamięci jak Stevens (zarówno w interpretacji Hopkinsa w filmie Ivory’ego jak i Gosztyły czytającego powieść). Wygląda na to, że właśnie został zdetronizowany przez Faraha.

Skoro już o lokajach mowa – pisaniu tej notki towarzyszy mi muzyka Deine Lakaien. Tak, wciąż nie mogę się uwolnić od Veljanova.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s