O dołach. I Rowach Mariańskich

Chyba każdy miewa w swoim życiu dołki. Pełnoetatowa gospodyni domowa, której kiedyś dane było poznać uroki pracy na etacie, konwenty, zjazdy, chwile spokoju nad lekturą i takie tam, a teraz domóżdża się bawiąc dwójkę dzieci i nie radząc sobie z obowiązkami domowymi może je miewać trochę częściej. Jeśli do tego dodać, że owa pełnoetatowa gospodyni domowa cierpi na Sklerozę zMultiplikowaną, Super Moce czy jak to tam jeszcze nazywają, zdarzyć się może iż owe doły osiągnąć mogą głębokość Rowu Mariańskiego. Przypomina się wówczas jedno z praw Murphy’ego: Jeśli wydaje ci się, że jest tak źle, że już gorzej być nie może, nie martw się. Na pewno będzie. I niewątpliwie by było, gdyby taka Super Mocna kura domowa wybrała się do psychiatry po psychotropy. Ale kura domowa jest zwolenniczką domowych sposobów na wszelkie dolegliwości (z wyjątkiem własnych Super Mocy – od tego ma swojego Neuro).

Otóż takim niezawodnym domowym sposobem na dół jest czekolada. Dużo czekolady. A nawet jeszcze więcej czekolady. No dobra, wystarczy 1,5 standardowej tabliczki. Oczywiście gorzkiej czekolady. Na przykład 80%. Ostatecznie może być 70%. Ale nie mniej. I trzeba ją rozpuścić. Ze 150 g masła. Tej czekolady nadal mało, więc jeszcze trzeba rozpuścić 4 łyżki kakao w 80 ml gorącej wody. Do tego orzechy. Dużo orzechów. Konkretnie 125 g. Najlepiej laskowych. Zmielonych. I żeby się zbyt gorzko nie zrobiło, to jeszcze 250 g brązowego cukru. I to wszystko zmiksować z 4 (słownie: czterema) żółtkami. A potem wymieszać z ubitą na sztywno pianą z 4 białek. Tak, z białek z tych samych jajek, z których braliśmy żółtka. Dobrze jest jak się posiada mikser z misą obrotową. On sobie miksuje to kakao z czekoladą i pozostałymi składnikami a w drugiej misce blenderem bądź trzepaczką można sobie tymczasem ubijać te białka. Najlepiej ze szczyptą soli lub kroplą soku z cytryny. Taka breja, już wymieszana z tą pianą całkiem fajnie smakuje na surowo, jednak można ją też wlać do wyścielonej pergaminem kwadratowej blachy o boku długości 19 cm. Blachę tę wraz z zawartością wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 st. C. I zamknąć w tym piekarniku. Na 40-60 min. Ciasto ma być wilgotne ale nie surowe. Czyli metoda sprawdzania wykałaczką tudzież innym kawałkiem drewna czy już się upiekło i czy nie ma zakalca, w przypadku tego ciasta zupełnie nie zdaje egzaminu. Po prostu trzeba zdać się na wyczucie. Ciasto najlepiej smakuje na drugi czy trzeci dzień. Podobno. Mnie nigdy nie było dane spróbować go po tak długim czasie od upieczenia. Wystarczy mi jak smakuje od razu po wystygnięciu. Aha, po wyjęciu z pieca i po tym jak ostygnie, wyciągamy ciasto z blaszki i posypujemy… tak, oczywiście, posypujemy kakao.

Takie ciasto czekoladowe bez mąki dobrze robi jak się ma doła. Ale jeśli ów dół ma głębokość Rowu Mariańskiego to może nie wystarczyć. Na rozładowanie negatywnych emocji przyda się więc jakaś krwawa jatka. Na przykład Wszystko spłonie Łukasza Radeckiego. Drugi tom cyklu Bóg Horror Ojczyzna. Nie, nie będę twierdzić, że Łukasz wybitnym pisarzem jest. Gdyby był, nie sięgałabym po jego książki w chwilach depresji. On po prostu pisze tak, że dobrze się go czyta. I tworzy ciekawych bohaterów. I ładnie pisze o zombiach, które zazwyczaj mnie nudzą. I o wampirach – które nigdy mi się nie znudzą (dobra, bez przesady z tym nieznudzeniem – cykl Zmierzch zakończyłam na pierwszym tomie). I o filmach snuff, których z przyczyn wiadomych* nie oglądam. A nie, o snuff to było w poprzednim tomie. Tylko wspominam sobie, bo uważam (zawsze tak uważałam i uważać będę), że właśnie rozdział o filmach ostatniego tchnienia jest najlepszym rozdziałem cyklu. Ale nawet drugi tom ładnie mi się skomponował z ciastem czekoladowym i wespół z nim pomógł sprawić, że Rów Mariański skurczył się go głębokości Strugi Toruńskiej. Nic to, pogłębi się znów, jak przyjdzie mi jutro spodnie zakładać i się okaże, że dopiąć się nie mogą. Ale… jak mawiała Skarlet Ohara: Pomyślę o tym jutro.

*przyczyny wiadome w tym konkretnym przypadku bynajmniej nie oznaczają braku czasu z powodu nawału obowiązków domowych. Są zdecydowanie bardziej obiektywne.

PS. Jakby kogoś interesowało źródło przepisu na ciasto. Otóż przepis znalazłam gdzieś w sieci, pewnie na jakimś forum kulinarnym i sobie spisałam. Bez spisywania źródła. A piszę teraz o tym, ponieważ od jakiegoś czasu obserwuję obejmowanie przepisów kulinarnych przepisami prawa autorskiego i oburzanie się o podawanie przepisów bez podawania źródeł. No więc absolutnie i z całą pewnością nie przypisuję sobie autorstwa ww. receptury.

Informacje o Jukka Sarasti

Pełnoetatowa kura domowa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s